Koty do adopcji
Psy do adopcji
Zostań domem tymczasowym
Dziękujemy

Dzien kota dluga historia17 lutego 20 17 r.

Długo zastanawiałam się jak powinien wyglądać nasz post z okazji Dnia Kota. Może jakiś konkurs, może zdjęcia kotów do adopcji, a może zbiórka na koty. Zamiast tego jednak, zdecydowałam się Wam opowiedzieć o walce, którą toczymy od kilku miesięcy, o walce o koty, o walce z przepisami, o walce z pewną kobietą.

Zastanawiałam się też w jakiej formie Wam o tym opowiedzieć i postanowiłam wybrać tą najbardziej oficjalną formę i wkleić Wam treść naszego zawiadomienia do prokuratury z prośbą o wszczęcie postępowania w sprawie znęcania się nad zwierzętami i zakazu posiadania zwierząt. Nazwiska wytnę i lekko treść zmodyfikuję na potrzeby jej publikacji w internecie.

„Mój pierwszy kontakt z tą osobą miał miejsce 8 października w następujących okolicznościach.

4 października 2016 Pani XXX, której od jakieś czasu pomagamy w opiece nad jej kotami, gdyż jest osobą bezdomną, zamieszkującą na terenie ogródków działkowych zadzwoniła do nas z prośbą o pomoc, gdyż jej znajomą, Panią YYY, eksmitowano z powodu zbyt dużej ilości kotów i przyjechała ona razem z nimi do Pani XXX, przywożąc ze sobą ok. 20 kotów. Pani XXX miała wtedy sama 7 kotów, więc razem było ich prawie 30.
Równolegle, zadzwoniła do nas pracownica poznańskiego MOPRU (Pani MMM) zajmująca się Panią XXX, która dowiedziawszy się o sytuacji prosiła o interwencję.
6 października udałyśmy się na miejsce, lecz żadnej z Pań nie zastałyśmy. Umówiłyśmy się więc telefonicznie z Panią XXX na spotkanie 8 października. Gdy dotarłyśmy na spotkanie, na miejscu czekała na nas Pani XXX i Pani YYY oraz ponad 20 kotów, których nie udało się dobrze policzyć gdyż chowały się wśród rozlicznych przedmiotów znajdujących się w altanie. Koty Pani YYY już na pierwszy rzut oka były schorowane. Co chwilę kichały, były zakatarzone, miały polepione ropą oczy, były skrajnie wychudzone.
Pani YYY naskoczyła na nas z krzykiem, zaczęła opowiadać, że czytała o takich jak my, że wywozimy zwierzęta do Niemiec i tam je sprzedajemy na eksperymenty, że jesteśmy bezbożnikami, że sterylizujemy i okaleczamy zwierzęta. Karmy od nas nie chciała przyjąć, gdyż mówiła, że jest z pewnością otruta. Kotów na leczenie nie chciała nam wydać, gdyż obawiała się, że je wysterylizujemy lub sprzedamy do Niemiec. Pani XXX ostrzegła nas, że powinnyśmy wyciszyć sytuację, gdyż Pani YYY ma w kieszeni nóż razie gdybyśmy zdecydowały się odebrać jej koty. Pani XXX powiedziała tez, że boi się tej kobiety, gdyż ma już na swoim koncie podpalenie i pocięcie drzwi siekierą u innej znajomej, że jest nieobliczalna. Pani YYY zastrzegła, że nazajutrz wyprowadza się od Pani XXX gdyż wynajęła nowe mieszkanie.
Zdecydowałyśmy się dać kobiecie się wyprowadzić i skontrolować ją w nowym miejscu, nie narażając Pani XXX na niebezpieczeństwo. Pani XXX obiecała podać jej nowy adres.
Kilka dni później otrzymałyśmy wiadomość, że Pani YYY owszem, wyprowadziła się, ale gdy właściciel świeżo wynajętego mieszkania zobaczył w jakim ono jest stanie i ile kotów ma Pani YYY, wyrzucił ją na klatkę schodową. Wezwano Straż Miejską, która przewiozła żywe koty do schroniska (jeden był już martwy). W schronisku w ciągu kilku pierwszych dni kilka kolejnych kotów zmarło.

Od tamtej pory YYY nie ustaje w trudach odzyskania kotów ze schroniska.Pod naciskami schronisko wydało jej 4 zdrowe koty z powrotem.

Sytuacja jest absurdalna, gdyż kobieta doprowadziła do śmierci wielu kotów, do ich choroby i wycieńczenia. Schronisko, wolontariusze, pracownicy i weterynarze posiadają dokumentację medyczną i byli świadkami przyjęcia wycieńczonych zwierząt, lecz ponieważ nikt na żadnym etapie nie złożył zawiadomienia o znęcaniu się nad zwierzętami, kobieta ma czystą kartę i nieustannie gromadzi nowe koty.”

Najciekawsze zostawiłam na koniec. Cała sprawa ma ciekawy kontekst, gdyż Pani YYY ma bogatą historię zbieractwa i interwencji. Jest recydywistką, rozmnażaczką zwierząt (nie uznaje sterylizacji) i seryjną bezdomną – zewsząd ją wyrzucają.
Interwencja, którą w 2009 przeprowadziły u niej wolontariusze wtedy niezrzeszeni w żadnej fundacji była słynna na cały Poznań, odebrano jej wtedy 63 koty (!!!) w strasznym stanie.

Tu można o tym poczytać:

http://forum.miau.pl/viewtopic.php?p=4485777

i tu:

http://forum.miau.pl/viewtopic.php…

Wtedy też nikt nie założył jej sprawy, więc te koty, które trafiły podczas interwencji do schroniska, zostały jej zwrócone. Ot, takie procedury. Jeśli ta osoba nie ma zakazu posiadania zwierząt – może je odzyskać. Wolontariusze w schronisku ratują te koty, zwracają im równowagę psychiczną, socjalizują, a potem z rozpaczą oddają te koty w ręce, które doprowadziły je do tego stanu.

Powyższa zawiadomienie zostało złożone pod koniec ubiegłego roku. Od tamtej pory Pani YYY postawiła sobie za cel zasypać nas papierologią i oskarżeniami. W Urzędzie Miasta, w Urzędzie Wojewódzkim próbuje udowodnić, że była doskonałą opiekunką dla zwierząt, a my i schronisko jesteśmy winni nieudzielenia pomocy jej kotom. Jej obroną jest atak. Jest osobą inteligentną – w naszej ocenie jest po prostu chora na zbieractwo. W swoich oskarżeniach wysyłanych do urzędów porównuje nas do gestapo, pisze, że mamy brudne ręce, a osobę, która ją eksmitowała nazywa bezbożnikiem. Minęło kilka miesięcy. Pani YYY znów ma koty. Zastanawiamy się czy w polskim prawie trzeba świadomie bić zwierzę, podpalać, ciąć na kawałki aby dostać zakaz ich posiadania? Czy zbieractwo, głodzenie, nie leczenie nie kwalifikuje się do zakazu posiadania?

Opowiadam Wam o tym byście wiedzieli jak małe są prawa zwierząt w tym kraju. Jak długie są walki o ich prawa i jak ciężkie. Chciałam też abyście poznali trochę kulis naszej pracy. Poinformuję Was o tym jak sprawa się skończyła. Może za miesiąc, dwa, a może za rok, dwa. Zobaczymy jak długo to potrwa i z jakim skutkiem.

Udanego Dnia Kota dla Waszych, zdrowych, zadbanych mruczków! A tym poszkodowanym przez los życzymy, by spotkały na swojej drodze kogoś kto zawalczy o poprawę ich losu.

(zdjęcie jest poglądowe, pobrane z artykułu „Zbieractwo jest chorobą”, Dziennik Polski)