Koty do adopcji
Psy do adopcji
Zostań domem tymczasowym
Pomóż nam leczyć
Dziękujemy

Różal, kot do adopcji, Poznań, DopiewoUrodzony: ok. 2013 r.

Zdrowie: wykastrowany, odrobaczony, zaszczepiony, testy FeLV ujemne, test FIV: dodatni

Stosunek do ludzi: zrobił się z niego ogromny miziak, bardzo domaga się kontaktu i głaskania. Nie ma już w nim w ogóle agresji, którą miał w sobie jak do nas trafił. W kociarni nawołuje, byle tylko poświęcić mu nieco uwagi.

Stosunek do dzieci: nie miał kontaktu

Psy: nie miał kontaktu

Koty: nie wiemy – podobno atakował koty ludzi, którzy chcieli go się pozbyć (dokładnie to zabić), ale jest to tylko ich relacja. Być może jest to przesadzona relacja odnośnie jego zachowania do innych kotów.

Zachowanie: zrobił się z niego jeden z największych miziaków wśród naszych podopiecznych

Inne: ładnie korzysta z kuwety

27 kwietnia 2017 r. 

Bezpieczne miejsce na przesiedlenie dzikiego kota potrzebne od zaraz!

Dwa tygodnie temu otrzymałyśmy smsa: „Proszę o pilny kontakt, życie kotka zagrożone, chcą powiesić lub utłuc w worku”. Gdy oddzwoniłyśmy, zatroskany Pan opowiadał, że usłyszał rozmowę, w której dwoje ludzi omawiało plan na pozbycie się niechcianego kota ze swojego terenu.
Pojechałyśmy pod wskazane miejsce i okazało się, że chodzi o czarnego wolno-żyjącego kocura, który uprzykrzał życie pewnej rodzinie, a ta nie krępowała się o tym mówić. Ludzie Ci mają dwa swoje koty, zadbane, niesterylizowane, wychodzące. Denerwowało ich, że bezdomny czarny kocur atakował ich koty. Ponadto, obsikiwał im okna, co doprowadzało właścicielkę domu do szewskiej pasji. Na miejscu spotkałyśmy też sąsiadkę, która dokarmiała bezdomniaka i również martwiła się o jego los pod tym adresem. Cóż było robić… odłowiłyśmy kocura. Kocur jest dzikim kotem. Syczy na nas, chowa się w transporterze, próbuje atakować. Nie zna ludzi. Boi się. Ale, ale! Nasza zaklinaczka kotów Michalina przełamała koci strach przed człowiekiem i zdołała go pogłaskać.:) Na dowód nagrała nam, niedowiarkom filmik z głaskania. Szczęki nam pospadały do ziemi.:) Nie ma się jednak co łudzić. Kot na domowego nie rokuje i nie ma co go zmuszać do zmiany natury. Ponieważ jednak nie może wrócić tam, gdzie jest niemile widziany, szukamy miejsca, w którym będziemy mogły kota wypuścić. Miejsce na wypuszczenie kota musi być bezpieczne (spory ogród, gospodarstwo, itd.), a kot powinien mieć możliwość spania w suchym miejscu i zjedzenia czegoś codziennie. Przede wszystkim jednak musi to być miejsce, w którym będzie można kota zamknąć na kilka tygodni (garaż, piwnica, altana), a potem stopniowo go z niego wypuszczać dając możliwość powrotu. Ideą takiego przesiedlenia jest wytworzenie więzi kota z miejscem, by po otwarciu transportera nie uciekał przed siebie nie wiedząc gdzie się znajduje, lecz by poznał lokalne dźwięki, zapachy i mógł poczuć się bezpiecznie. Dopiero gdy tak się stanie, można kota puścić luzem. Może jest gdzieś w Wielkopolsce kąt dla kota, który cudem uniknął śmierci w worku.

 7 maja 2017 r. 

Nasz Różal okazuje się, że nie jest jednak taki dziki dzik jak nam się wydawało. Po usunięciu mu transporterka z klatki stał się bardziej otwarty. Już nie tylko Michalina może go pogłaskać, ale uda się to również innym wolontariuszom. Przy misce z jedzeniem bez problemu można go głaskać. Być może chłopak się jednak bardziej otworzy na człowieka. Nadal szukamy dla niego bezpiecznego miejsca.

8 maja 2017 r.

CUD NAD WARTĄ! DZIKI RÓŻAL STAŁ SIĘ MIZIAKIEM!♥

27 kwietnia pisałam długiego posta o odłowionym dzikim kocurze, którego chciano zabić bo atakował okoliczne koty i obsikiwał okna. Pamiętacie? Złapany w klatkę łapkę dał nam się poznać jako wyjątkowo wściekły, dziki diabeł. Pierwszą dobę w klatce wystawowej spędził wspinając się po ściankach i suficie i przeczesując pazurami grzywki wszystkich, którzy odważyli się schylić w pobliżu. Oczywiście towarzyszyły temu wściekłe syki i dźwięki z piekła rodem, typowe „hhhhhhhhh” i „psssssss” i jeszcze „grrrrrrrrrr”.
Raz nawet zabrałam go do lekarza na kontrolę po kastracji, ale przez kraty transportera tak się rzucał z pazurzyskami, że Panie weterynarz solidarnie odmówiły włożenia ręki do transportera (też bym nie włożyła!). No więc kwietniowym postem szukałyśmy kotu nowego miejsca na wypuszczenie po kastracji. Fakt, że mimochodem, gdzieś tam wtrąciłam w kwietniowym tekście o tym, że nasza zaklinaczka kotów Michalina zdołała go raz pogłaskać, ale nikt w to nie wierzył i ta przypowieść traktowana była na równi z tymi, że gdzieś tam, ktoś tam widział kręgi w zbożu po lądowaniu ufo. W między czasie, wolontariuszki nazwały kota Różal. Dlaczego? Kot jest zaprawiony w walce, inne koty w okolicy lał, nas lał, weterynarzy lał – uliczny wojownik. Uszy ma pogniecione od walk, wyglądają jak tzw. kalafiory zapaśników. Michalina jednak utrzymywała, że kot ma gołębie serce, więc imię Różal wydawało nam się być idealne, bo znany zawodnik MMA Marcin Różal Różalski ma aparycję i zachowanie zbója, a w środku do rany przyłóż. Ale wracając do sedna… my tu szukamy miejscówki na zwrócenie dzikiemu Różalowi wolności, a Michalina, codziennie, pomalutku zacieśniała więzi z czarnym skurczybykiem. No i dziś, ku wielkiemu zaskoczeniu wszystkich fundacyjnych kociarzy, spakowała go (rękami!!!) do transporterka i zwiozła do lekarza na przegląd, bo biedny kotek ma takie biedne uszka! I zobaczcie ten film !!! Co ona z tym kotem zrobiła !!!

Panie weterynarz do teraz zbierają szczęki z podłogi.
Ja obstawiam, że Michalina wypuściła Różala gdzieś za rogiem i na jego miejsce zgarnęła innego czarnucha, uszy mu zwinęła i udaje, że to ten sam.;) A tak na poważnie, to kurka wodna, jak wiele może zdziałać odrobina serducha! Niestety, u Różala test na FIV wyszedł dodatnio. Oznacza to, że już na 100% nie możemy go wypuścić na wolność. Szukamy dla Różala domu stałego lub na razie tymczasowego, bez innych kotów, lub z kotkami chorymi na FIV. FIV to wirus niedoboru immunologicznego u kotów – taki trochę ludzki HIV. Kot z FIV może żyć w zdrowiu wiele lat. Nie należy się FIVa bać. Różal ma 5 lat. Jest wykastrowany. Jest miziakiem.:)

25 maja 2017 r.

Różal w kociarni otrzymał swój osobny pokój, jednak nie nacieszył się nim zbyt długo, bo dziś pojechał do domu tymczasowego. Teraz trzymamy mocno kciuki, żeby odnalazł się w towarzystwie trzylatka. Mamy nadzieję, że da radę i szybko poczuje się jak u siebie.

Adopcja w 3 krokach

Wypełnioną ankietę wyślij na adres: fundacja@glosemzwierzat.pl

W tytule maila wpisz imię kota, na którego jest ankieta.