Koty do adopcji
Psy do adopcji
Zostań domem tymczasowym
Pomóż pomagać
Dziękujemy

Dziś do bram Tęczowego Mostu odprowadziłam Dziadunia Polo [*]

I choć był bardzo stary i zawsze śmialiśmy się, że miał ze 150 lat, to serce pęka, że był z nami tak krótko.  Za krótko. Swoje drugie życie zawdzięczał Krystynie Sroczyńskiej – Prezes Fundacj Emir, która wyrwała go z piekła schroniska w Krzyczkach. Jakimś cudem odratowała to stare, schorowane, zabiedzone psie nieszczęście , które już wtedy jedną łapką było nad grobem. Kiedy już się podniósł z choroby,  Pani Mirka otworzyła swoje serce i przygarnęła staruszka na zasłużoną emeryturę.

Polo spędził u Pani Mirki 3 i pół roku… Były to lata bez wątpienia bardzo szczęśliwe, nigdy wcześniej chyba nie zaznał tyle atencji, miłości i troski. Pani Mirka wskrzesiła w oczach starego psa wesołe iskierki i sprawiła, że ubyło mu lat i bardzo chciało mu się żyć.

Mieli swoją rutynę, którą Dziadunio kochał. Rano zawsze szli na długi spacer: Pani Mirka, mała Sonia i On. Szli po gazety, zahaczali o sklep mięsny, w którym zawsze znalazły się pyszności dla psiaków Pani Mirki. Obchodzili okoliczne ulice i pobliski lasek, Dziadunio oczywiście czuł się w obowiązku opiekować się stadem i był bardzo dumny ze swojej roli. W ciągu dnia pilnował domu, a jego groźnie brzmiące szczekanie odstraszało nieproszonych gości. Wieczory spędzali w domu, czy to przed telewizorem, czy w kuchni zawsze pełnej smakowitych zapachów.

Oprócz Pani Mirki, Dziadunio kochał piłki i kamienie. Nie było takiej, której by nie przegryzł lub nie zgubił w przepastnym ogrodzie. Dostał ich setki, wszystkie unicestwiał lub zakopywał.. Gdy nie miał piłek, zadowalał się kamieniami. Kamieni w ogrodzie Pani Mirki miał pod dostatkiem, rozebrał nawet kamienny płotek – nikt się na niego nie gniewał, Jemu wolno było wszystko.

Kochał też jeść , a Pani Mirka rozpieszczała go jak mogła. Kiedy do Niej trafił był prawie bezzębny, więc drobiła mu pokarm lub moczyła w rosole. Zawsze pierwszy wsadzał mordkę w siatki, wiedział, że zawsze znajdzie tam coś zarezerwowanego specjalnie dla niego.

W ciągu tych kilku lat u Pani Mirki zdrowie mu dopisywało. Miał mały wylew, który trwale unieruchomił prawą część pysia. To nie miało znaczenia poza tym, że uśmiechał się „krzywo”. Wiedzieliśmy jednak, że miał związaną z wiekiem – spondylozę, czyli zwyrodnienie kręgosłupa . To ona go zabiła… Kiedy już Dziadunio, mimo leków wspomagających, przestał się poruszać, kiedy daremnie usiłował wstawać , kiedy wypróżniał się pod siebie i przestał jeść oraz pić, a w jego oczach zamiast zwykłej radości widać było cierpienie i ból, po konsultacji z lekarzem, podjęliśmy trudną decyzję – jak zwykle najtrudniejszą.

Dziś, 1 lipca 2011 o godz.21.00 serce Dziadunia przestało bić.

Wszystko wiemy:  był stary, cierpiał, nie było szans na wyzdrowienie, ale…łzy same kapią na klawiaturę. Pożegnaliśmy bardzo starego psa, psa z historią. Psa, któremu się udało. A jednak jego odejście boli tym bardziej, że tak krótko dane mu było cieszyć się dobrem i spokojem, tak krótko był szczęśliwy. Zbyt krótko by zapomnieć całe zło wyrządzone mu przez ludzi.

Dziaduniu Wesoły Staruszku , takim Cię zapamiętamy – biegaj odmłodzony i szczęśliwy za Tęczowym Mostem, gdzie żadne cierpienie, żadne zło Cię nie dosięgnie.. I czekaj tam na nas…

Małgorzata Prokopowicz