Koty do adopcji
Psy do adopcji
Zostań domem tymczasowym
Pomóż nam leczyć
Dziękujemy

KOT Z ULICY

 

30 czerwiec 2011r.

Marcelinka, czule nazywana też Pindzią, to bura, drobna koteczka, delikatna i z manierami.

W gorący majowy dzień siedziało toto na skrawku trawy przy przystanku autobusowym na ruchliwej Bukowskiej

w Poznaniu. Zachowywało się dziwnie i zwracało uwagę przechodniów, bo wyraźnie nie wiedziało, co ma ze sobą

zrobić. Dreptało kilka kroczków na ugiętych łapkach w jedną stronę, potem w drugą, wracało na miejsce,

no i miauczało żałośnie. Czasem ktoś do Pindzi Marcelinki zagadał, wtedy podchodziła i ocierała się o nogi,

ale przechodnie jak to przechodnie, użalili się chwilę nad kotem i szli dalej w swoją stronę.

 

Dała się bez problemu przenieść na rękach przez spory kawałek miasta. Wyraźnie ucieszyła się, kiedy znalazła się

pod dachem. Natychmiast włączyła traktorek. Była wygłodzona i odwodniona, przez kilka dni rzucała się łapczywie

do miseczek. Zresztą kocha jeść (i pić) do tej pory.

 

Z pewnością była kotem domowym, który pewnego dnia wylądował samotnie na ulicy. Nikt jej nie szukał,

więc musiała zostać wystawiona za drzwi. Na dworze sobie nie radziła, za to doskonale wiedziała, co to jest kocyk,

fotel i kuweta. Opieka w jej dawnym domu chyba nie była zbyt troskliwa – a może po prostu nieudolna – bo Pindzia

miała robaki, świerzba, no i nie jest wysterylizowana.

 

Obecnie kotka ma schronienie w jednej z przychodni weterynaryjnych. Niestety sporo czasu przebywa zamknięta

w klatce z uwagi na obecność innych zwierząt. Niewiele może też się nacieszyć towarzystwem ludzi i pieszczotami,

bo wszyscy są zajęci pracą. Nie są to dobre warunki dla delikatnej kociczki, a i te niedługo się skończą, bo gabinet

wkrótce będzie zlikwidowany.

 

Marcelinka zwana też Pindzią jest pieszczochem. Mogłaby stale ocierać się łebkiem o nogi człowieka i mruuuczeć…

Lubi leżeć na kolankach i na kocyku. Jest delikatna i przemiła. Kiedy chce dać do zrozumienia, że czegoś

sobie nie życzy (zabiegów lekarskich przy jej kociej osobie fuj fuj), robi to nad wyraz kulturalnie (celuje zębami

i pazurami w sprzęt, nie w rękę weta). Jest czyściutka, bardzo spokojna i grzeczna – przez cały ten czas niczego

nie zniszczyła. Potrzeba jej spokoju, poczucia bezpieczeństwa i czułości. Nie jest już młodym kociakiem, ma około 8 lat,

ale może jednak ktoś…

Robaków i świerzbu już się pozbyła. Konieczna będzie sterylizacja (zostanie ona wykonana przed wydaniem

do nowego domu, na koszt fundacji).

 

27 czerwiec 2011r.

Marcelinka pojechała do swojego domu.