Koty do adopcji
Psy do adopcji
Zostań domem tymczasowym
Pomóż pomagać
Dziękujemy

28 czerwiec 2011r.

Dwie siostry – Pralinka i Pianka – zostały zabrane z ulicy i poprzez Straż Miejską trafiły do Przytuliska w Dopiewie. Kto wyrzucił tak cudne szczeniaki na bruk pozostaje tajemnicą. Dziś nasza fundacja przejęła nad nimi pieczę. Obie panny trafiły do domy tymczasowego i czekają na nowe domy. Mają około 3 miesięcy i są przesłodkie. Wyrosną na średniej wielkości psiaki.

 

30 wrzesień 2011r.

Czarnym się kończy i czarnym zaczyna,

Co to jest?

Odpowiedź: Pra-li-na!

Cześć, jestem sunia sierotka!

Ach smutno psu, gdy nikt go nie kocha

I gdy się nie ma łasić do kogo,

Gdy słyszy ciągle: pójdziesz! wynocha!

Kundlu przebrzydły, psia powsinogo…

Więc gdy w oddali usłyszysz wycie,

To pies się żali na swe psie życie,

Ach gwizdnij proszę

I skróć rozłąkę,

Pies cię przywita

Kręcąc ogonkiem!!!

Skąd się wzięłam?

Zły człowiek wyrzucił mnie na ulicę. Otacza mnie smutna tajemnica… Pewnego wiosennego dnia, razem z siostrzyczką (Pianką), przytuptałam do schroniska pod Poznaniem. Miałam wtedy 2 miesiące i ważyłam 5 kilogramów. Dzisiaj mam pół roczku i ważę „aż” 11 kilo! Wciąż jeszcze rosnę, więc nie mówię ostatniego słowa J.

Aga – wolontariuszka Fundacji „Głosem Zwierząt” ochrzciła mnie imieniem Pralinka. Słodko, co? Ale moje życie wcale nie jest słodkie! Mieszkam w tymczasowym domku i wszystko mam zastępcze. Kochają mnie tu bardzo ale wiem, że nie mogę z nimi zostać na zawsze…SZUKAM DOMU!

Moja pańcia zastępcza mówi, że jestem delikatna jak przeczucie, albo jak marzenie. „Jaka z ciebie Panna Migotka” – szepcze gdy mnie głaszcze.

Pralinka to luksusowy cukierek, lecz ja nie jestem luksusowa, jestem sobie wesołą kundelką. Za to do mojej miękkiej sierści tuli się każdy, nawet twardziel.

DAJ MI SZANSĘ!

OTWÓRZ DLA MNIE DOM I SERCE,

OBIECUJĘ ŻE,USZCZĘŚLIWIĘ CIĘ!

Pralinka

 

09 październik 2011r.

Pralinka pojechała dzisiaj do swojego domku.

 

LIST OD PRALINKI

Cześć jestem PRALINKA, już NIE SIEROTKA!!!

W słoneczną niedzielę 9 października, po ponad 3 miesiącach rodziny zastępczej – przyszedł do mnie MÓJ PRAWDZIWY PAN.

Hurrra!

Z początku nie wiedziałam, że to ON!, ale przywitałam go grzecznie, w końcu jestem ułożoną dziewczynką. Coś mi jednak podpadło… Tego dnia pańcia zastępcza wyjątkowo długo nie dawała mi i Dżokerowi (wilk tubylec) jeść. Co się dzieje?

Okazało się, że pańcia chciała mojemu PANU pokazać jak radośnie jem, dlatego czekaliśmy na jego przybycie.

Phi! Też mi coś, tak nie będzie! Ja nie jem na zawołanie, nawet jak jestem bardzo głodna. Poza tym udzieliło mi się podenerwowanie mojej pańci zastępczej. Pańcio zastępczy także zachowywał się dziwnie. Biegał po domu i… Sprzątał! Wywęszyłam, że coś się wydarzy, i rzeczywiście.

Najpierw siedzieli na kanapie i przy kawie pańcia opowiadała o mnie.

Musielibyście to słyszeć! Że jestem delikatna, że szybko się uczę, że będę miała charakterek. Czego to się pies nie nasłucha podczas spotkań adopcyjnych…

Nareszcie wypili tę kawę, mój prawdziwy PAN coś podpisał i pojechaliśmy do MOJEGO PRAWDZIWEGO DOMKU!

Ha, ha! Mój PAN myślał, że będę się bała wsiąść do windy… Wprawdzie wychowałam się na wsi, ale jestem światowa!

Pozdrawiam Wszystkich!

Bądźcie dobrzy dla zwierząt!

I dla ludzi też!

PRALINKA – JUŻ NIE SIEROTKA