Koty do adopcji
Psy do adopcji
Zostań domem tymczasowym
Pomóż nam leczyć
Dziękujemy

6 czerwca 2011

Nigdy wcześniej nie byłam w tym parku. Pojechałam bo byłam umówiona z paniami, które prosiły abyśmy zajęli się 2 katowanymi psiakami w ich sąsiedztwie. Przyjechałam przed czasem, usiadłam na ławce i czekałam. Wtem zauważyłam ruch na pobliskim skwerku. Podeszłam bliżej i początkowo myślałam, że to szczur, który najadł się trucizny. Zwierzątko leżało na grzbiecie i machało niezdarnie łapkami próbując się podnieść. Okazało się, że to malutki, bezbronny jeżyk. W międzyczasie pojawiły się panie, na które czekałam i powiedziały, że widziały przejechanego jeża nieopodal. Istniało duże prawdopodobieństwo, że matka jeżyka nie żyje, więc zarzuciłam myśl o pozostawieniu go w jego naturalnym środowisku i postanowiłam dać mu szansę. Panie przyniosły wodę, którą malec łapczywie spił ze spodeczka, zapakowałam go w kartonik i zawiozłam do domu nie bardzo wiedząc co z nim począć. W domu czekała na mnie Dominika, która w międzyczasie znalazła telefony do ludzi mających doświadczenie w ratowaniu jeży. Musiałyśmy przejść szybki kurs „obsługi” osesków i około północy podałyśmy malcowi jedzenie zgodnie z uzyskaną instrukcją. Maleństwo waży zaledwie 76 gramów. Ogrzałyśmy go termoforem, napoiłyśmy,  wymasowałyśmy brzuszek i ułożyłyśmy na termoforze w kocim transporterku by odpoczął. W dzień trzeba go karmić co 4 godziny. Mam nadzieję, że Tuptuś Domiś przeżyje i wyrośnie na wspaniałego jeża. Prosimy o przesyłanie mu samych ciepłych myśli. Specjalne podziękowania ślemy Panu Jerzemu Gara z Polskiego Stowarzyszenia Ochrony Jeży „Nasze Jeże” za pomoc i słowa otuchy w środku nocy.

23.06.2011r.

Tuptuś pojechał dziś do Pani Doroty Sumińskiej, która przystosuje go do życia na wolności, a kiedy przyjdzie czas, zwróci go Matce Naturze. Tuptusiu, żyj długo i szczęśliwie!