Koty do adopcji
Psy do adopcji
Zostań domem tymczasowym
Dziękujemy

 25 lipiec 2012r.

Suczka trafiła do przytuliska razem ze swoją mamą i 9-tką rodzeństwa.
Ma ok. 4 tygodnie.
Do adopcji będzie gotowa za kolejne 4 tygodnie, ale już teraz powoli szukamy dla niej domku.

Kordiana jest najsłabsza i najdrobniejsza z całego rodzeństwa. Wśród takiej gromadki ciężko było jej się dostać do pokarmu. Z obawy o jej życie, Kordianka trafiła do domu tymczasowego zaopatrzona w specjalny pokarm i buteleczkę do karmienia.

Trzymamy kciuki za maluszka.

22 sierpień 2012r.

Kordianka z najmniejszego szczeniaka Zuli zrobiła się najdorodnieszym. Kiedy trafiła do domu tymczasowego jako najdrobniejsza i najsłabsza ważyła 1,15kg, teraz waży 3,759 kg.

Jej tymczasowi opiekunowie przez kilka tygodni musieli karmić ją co trzy godziny 24 godziny na dobę, w dzień i w nocy.
Maluchowi udało się przeżyć, a miała niewielkie szanse.

Teraz jest radosną, ruchliwą kuleczką nadal czekającą na swój domek.

22 wrzesień 2012r.

A tutaj w tle weekendowego eventu Kordianka pojechała do swojego domu.

List od tymczasowych opiekunów Kordiany:

22 września 2012 wyprawiliśmy w świat Kordiankę, która niczym uratowany motyl „wyfrunęła” z naszych dłoni.
Ma już bezpieczny dom z pięknym ogrodem.
Nigdy Jej nie zapomnimy!

Spędziliśmy wspólnie wspaniałe 3 miesiące.
Na początku bardzo trudne, pełne nieprzespanych nocy i lęku o Jej zdrowie i życie. (Zdarzało mi się płakać ze zmęczenia, myślałam, że to wszystko za trudne. Miałam wówczas 3 psy naraz.) Noce karmienia mleczkiem przez strzykawkę, gdy była zbyt słaba, by ssać smoczek, a następnie noce pełne mlaskania kaszki z miseczki. Godzina 24.00, 03.00, 06.00 – stały rytuał. Mała domagała się jedzenia a zaraz po tym spaceru. Oczywiście w środku nocy, pod księżycem…

Jak to szczeniak – brudziła podłogi i posłania. Ledwie sprzątnęłam jedno, już zrobiła drugie. Pralka chodziła non-stop, zupełnie jak przy niemowlęciu…
W drugiej dobie od przyjścia, (jak się okazało z powodu strasznego zarobaczenia), zaczęła gasnąć!!! Uratował Ją doktor Andrzej Baszczak, który szybciej niż karetka przyjechał z wizytą do domu.
Gdy wzięliśmy Kordiankę na tymczas (najsłabsze ze szczeniąt dręczonej Zuli), ciągnęła tylne nóżki i przewracała się na prostej drodze.
Po interwencji lekarza, odzyskała apetyt i już na pewnych nóżkach zaczęła poznawać świat. Na stracie ważyła 1 kilogram, w chwili adopcji 8 kilo! Przybierała na wadze średnio 10 dag na dobę, później 12 dag na dobę!
Nasz kochany wilczur Joker, z pewną taką nieśmiałością (co do licha znów mi tu przynieśliście!?) – zaakceptował Małą i nawet nauczył zabawy w gryzionego. Niestety, jak zaczęła to nie chciała przestać, a Joker nie ma już osiemnastu lat!

Pokazaliśmy Kordiance ogród, lasy, pola i jeziora. Zabieraliśmy Ją do przyjaciół, by poznawała różne domy i inne zwierzęta. Poznała m.in. knura – świnię pekińską Waldemara!
Nauczyliśmy Ją jazdy samochodem, potem autobusem. Byliśmy z Kruszynką na „Śniadaniu na trawie”, gdzie poznała młodą kotkę Arabellę.(Niestety, dziewczyny nie polubiły się…)
Wszystko po to, by Diankę socjalizować. To co wdrukujemy w pamięć psa w okresie wczesnego szczenięctwa, będzie dla niego naturalne przez całe życie. Stąd potrzeba uspołeczniania pieska.
Przestrzegamy dyscypliny – naszym zwierzętom nie wolno spać w łóżku, ani wchodzić ma fotele i kanapy. To wymaga sporo pracy, ale procentuje. Dzięki temu możemy przy nich swobodnie jeść i podejmować gości. Nie żebrzą, nie kradną z ławy ani ze stołu.

Dzięki temu mogłam np. swobodnie z Kordianką na kolanach jeść w kawiarni lody – wiedziałam, że nie będzie piszczeć ani lizać stołu.

Podobno miłośnicy psów dzielą się na tych, którzy śpią z pupilami i tych, którzy się do tego nie przyznają. My z Krzyśkiem stanowimy wyjątek, radośnie potwierdzający tę regułę. Wszystkie wychowane przez na „tymczasy”, a było ich do tej pory 7, w adopcyjnych domach natychmiast (chi! chi!) wskakują państwu w pościel!

Na wszystkie smutki świata, na trudny ludzki los – Bóg stworzył psa.

Dziękujemy Ci Kordianko, rośnij zdrowo u nowej Pani!

Miło było Cię gościć…

Joanna i Krzysiek