Koty do adopcji
Psy do adopcji
Zostań domem tymczasowym
Pomóż nam leczyć
Dziękujemy

lucek01

Urodzony: wrzesień 2010r.

Zdrowie: odrobaczony, zaszczepiony, wykastrowany, martwe oczko

Stosunek do ludzi: pieszczoch maruda

Stosunek do dzieci: pieszczoch maruda

Psy: może mieszkać z psem, nie robią na nim większego wrażenia

Koty: świetnie dogaduje sie z innymi kotami

Zachowanie: bardzo towarzyski, mało wybredny pieszczoch na prawde fajny kocio

Inne: korzysta z kuwety; Lucek potrzebuje domu z ogrodem, jest przyzwyczajony do wychodzenia

 

10 kwiecień 2012r.

Odebraliśmy maila od Pani Ewy z rozpaczliwą prośbą o pomoc dla znalezionego przez nią kota Pirata.

Kot przeszedł za Panią Ewą kilka kilometrów, gdy wracała do domu, więc wzięła go do siebie i nakarmiła. W świetle dziennym okazało się, że kot ma problem z jednym okiem, trzecia powieka nachodzi mu na oko. Z drugim oczkiem zaczyna się dziać podobnie. Pani Ewa wzięła kota do weterynarza, gdzie został odrobaczony, ale na dalsze leczenie nie było Pani Ewy stać.

Z tego powodu, tego samego dnia odebraliśmy Pirata od jego opiekunki i umieściliśmy we wspaniałym domu tymczasowym.

Pirat jest chudziutki i trochę kicha. Jest za to bardzo odważnym kotem, od razu podszedł się przywitać do kotów rezydentów i do dużego psa. Dużo mruczy.

Jutro wieczorem zabieramy go do lecznicy na gruntowne badanie.

Po wizycie u weterynarza opiszemy wyniki i zamieścimy zdjęcia kotka z nowego domu tymczasowego.

p.s. z uwagi na dużą ilość zwierząt o imieniu Pirat w Fundacji, kociak otrzymał imię Lucek.

12 kwiecień 2012r.

Lucek był u weterynarza.

Okazało się, że oko kotka jest martwe, prawdopodobnie na skutek uszkodzenia mechanicznego. Póki co, spróbujemy leczeniem farmakologicznym cofnąć trzecią powiekę i może uda się zostawić oko na miejscu. W ciągu kilku dni okaże się czy leczenie przynosi zadowalające efekty, czy trzeba będzie usunąć gałkę oczną.

Niestety Lucek ma koci katar pełną gębą. Jesteśmy w koszmarnej sytuacji bo zobowiązaliśmy się pomóc kotu pod warunkiem, że nie zaraża ( o co wyraźnie pytałyśmy przed zabraniem kota ), z uwagi na to, że mieszka w domu tymczasowym z dwoma kotami. Jedyna możliwa izolacja w tym momencie, to zamknięcie Lucka na 5 dni w osobnym pokoju. Ryzyko zarażenia się pozostałych kotów jest bardzo duże, więc niestety będziemy mieć trzy koty do leczenia, nie jednego.

Lucek dostaje antybiotyki i leki przeciwzapalne w zastrzykach, więc przez najbliższe kilka dni będziemy codziennie odwiedzać lecznicę. Na szczęście chłopak się specjalnie tym nie stresuje. Oprócz tego dostał maść do oczka.

28 kwiecień 2012r.

Lucjan zadomowił się już absolutnie. Jest nieznośnym kocim łobuzem, któremu wybacza się wszystko przez wiek młodzieńczy. To bardzo kochany urwis, pieszczoch domagający się uwagi i głaskania.

Zupełnie bezproblemowy co do kotów, choć trochę zaczepny, a nie zawsze kotki rezydentki mają ochote na adorację.

Jest bardzo mało strachliwy, kompletnie nie boi się owczarki, która lubi ingerować w kocie sprawki i ustawiać sobie mniejeszych.

Nudzi sie w domu, ale jak chodzi na spacery to lubi broić i przede wszystkim lubi długo nie wracać. Już raz jego tymczasowa opiekunka organizowała akcję poszukiwawczą i znalazła łazęgę w piaskownicy z dziećmi na placu zabaw. Na widok Asi, Lucek chciał znowu dać dyla, więc zabawa w berka trwała ładne 15 minut.

Poza tym je za dwóch, chociaż nie tyje tylko zdawać by się mogło rośnie. No i za dwóch też zapełnia kuwetę, ale przynajmniej robi tylko do niej.

Świetnie zniósł kastarcję, zupełnie bezproblemowo.

Jest małą marudą, lubi sobie pogadać, pozaczepiać, czasami do przesady, że już nie wiadomo czego chce.

Uwielbia siedzieć na platformie w kocim domku i patrzeć na wszystko z góry albo chować się pod szafki w kuchni i denerwować całą resztę zwierzyńca.

Poza tym gotowanie nie może się odbywać bez jego udziału, a kąpiel bez jego dozoru. Wszystko musi zostac dotknięte i najlepiej jak sie da zepsute.

To dziarski urwis, kóremu dużo do szczęscia nie trzeba, już w pełni zdrowy i wyczekujący domku na stałe.

23 maj 2012r.

Lucjan miał dzisiaj operację usunięcia oczka. Chyba bardziej przeżył poranną głodówkę niż narkoza, transport do weta czy jakikolwiek stres. Zresztą Lucek i stres to antonim.

Do czasu kiedy narkoza całkiem nie odpuściła, wygladał trochę komicznie. Jego opiekunka trochę się martwiła o niego bo nie chciał leżeć za żadne skarby. W drodze wyjątku wzięła go do łóżka to się wywinął od razu psiknął krwią na całą ścianę (skrzepy po rurce w nosku) i poszedł sobie, chociaż mało dumnie, bo wlazł po drodze w śpiąca owczarkę, przez moment stwierdził że może jednak z nią poleży, a właściwie na niej, po czym uznał, że już jest tak głodny, że sam otworzy sobie lodówkę, chociaż liczył, że otworzy się na żałosne miauczenie. Dostał am am, aż syczał na wszystko dookoła jak jadł.

Nie ma kołnierza, ponieważ ma opiekę teraz non stop praktycznie i obędzie się bez, założenie tego wynalazku na Lucjana, bo to powoduje furię, on nawet nie próbuje chodzić z tym cudem, kotłuje się w miejscu, nadziera się itp. a bez kołnierza nic nie robi, jakby nic się nie stało.

Próbuje usilnie iśc na spacer, zaczepia kocice, kradnie psu piłkę z pyska, żadnych złych wrażeń, uwielbia być noszony.

To idealny kot, jest tak bezproblemowy, zabawny i po prostu uroczy,  i bardzo szybko dopasował się do całego zwierzyńca w domu.

Uwielbia ogladać mecze z chłopakami i choć oni nie są zachwyceni kotem w misce z chipsami lub polującym na piłkę przez monitor, to Lucek głośnym piszczeniem zawsze wywalczy swoje.

06 wrzesień 2012r.

Z radością informujemy, że jednooki kocurek Lucek wziął swój dom tymczasowy „przez zasiedzenie” i zostaje w nim na zawsze.