Koty do adopcji
Psy do adopcji
Zostań domem tymczasowym
Dziękujemy

RODOWODOWE SZCZENIĘ DOGA NIEMIECKIEGO Z HODOWLI TRAFIŁO W NIEODPOWIEDZIALNE RĘCE

BALI

Urodzony: 15 czerwiec 2011r.

Stan zdrowia: -

Stosunek do ludzi: przyjazny, nieco lękliwy wobec niektórych mężczyzn

Stosunek do dzieci: przyjazny

Stosunek do psów: pozytywny

Stosunek do kotów: pozytywny

Chodzenie na smyczy/Spacery: ładnie chodzi na smyczy, spuszczony z niej trzyma się nogi, a nawet jak się oddali to wraca na każde zawołanie

W domu: zostaje sam w domu; nie niszczy

Jazda samochodem: -

Ogólne zachowanie: -

14 marzec 2012r.

15 czerwca 2011, niespełna 9 miesięcy temu, w renomowanej hodowli, przyszedł na świat wyczekiwany miot szczeniąt Doga Niemieckiego.

9 sierpnia 2011, 8 tygodniowe szczenię, chłopak O-Vincento Beautful Great Dane FCI został sprzedany do , jak wtedy mogło się wydawać, wyselekcjonowanego, kochającego, odpowiedzialnego domu, który deklarował otoczenie go właściwą opieką i miłością po jego kres.

Jakiś czas potem, właścicielka parokrotnie sugerowała hodowczyni, że chce pozbyć się psa. Hodowczyni znalazła psu nowy dom, wyraziła też gotowość wzięcia psa z powrotem do hodowli, ale wtedy właścicielka, w ostatniej chwili, się wycofała.

Pierwsze sygnały o nieprawidłowej opiece nad psem Hodowczyni otrzymała post factum, kiedy pies zjadł szmatę, dostał skrętu jelit, został poddany operacji 5 lutego 2012– przeżył.

Nie minęło wiele czasu, kiedy problem powrócił i właścicielka psa podjęła decyzję o przekazaniu psa Hodowczyni.

9 marca 2012 zrzekła się psa na rzecz Hodowcy. Z uwagi na dzielącą obie Panie odległość, odbiorcą psa w tym dniu stała się p. Emilia, która podjęła się tymczasowej opieki nad zwierzęciem. P. Emilia odebrała psa skrajnie wychudzonego, odwodnionego i obolałego.

Po krótkiej obserwacji w domu, p. Emilia zadzwoniła do naszej Fundacji. Z opisu zachowania psa jasno wynikało, że pies cierpi, ma okropną, cuchnącą biegunkę, wygina grzbiet , co jest oczywistym objawem cierpienia, jest apatyczny, ma drgawki, poza tym wygląda jak szkielet. Objawy opisywane przez p. Emilię wskazywały na stan zagrożenia życia, dlatego zapytani o zdanie, natychmiast skierowaliśmy psa do zaprzyjaźnionej kliniki.

Dziękujemy Dr. Piotrowi C. za to, że zechciał przyjąć psiaka po nocy, poza godzinami przyjęć Kliniki. Po raz kolejny z resztą udowodnił, że ma wielkie serce i jest bardzo profesjonalny.

09.03.2012r.

Protokół przyjęcia psa do kliniki:

„zwierzę w stanie znacznego wyniszczenia, wychudzenia, osłabienia i apatii. Z objawami silnej biegunki koloru smolistego oraz odruchami wymiotnymi. Zwierzę w gabinecie stale przygarbione, wykazujące dużą bolesność jamy brzusznej, stale wypiera kał. Temeratura wewnętrzna 37,4 – hipotermia. Dostępne błony śluzowe blade. Skóra sztywna, widoczne wszystkie żebra. Na brzuchu widoczna rana przewlekła z patologicznym gojeniem (w historii skręt żołądka) Pies przyjęty na leczenie stacjonarne, dalszą diagnostykę. Ze względu na poważny stan ogólny, rokowania ostrożne”.

Była właścicielka Vincenta podpisała zobowiązanie do pokrycia kosztów pobytu psa w klinice. Została poinformowana o odpowiedzialności karnej za doprowadzenie psa do takiego stanu.

Tak napisałam na FB tego dnia:

Vinnie ma wielką wolę życia. Leczenie znosi dzielnie i się nie poddaje, ale jeszcze długa droga przed nim by odzyskał pełnię zdrowia i sił. Na pewno będzie musiał być na specjalnej diecie weterynaryjnej przez długi czas. Ale mamy nadzieję, że wróci do zdrowia i będzie mógł wieść szczęśliwe życie.

Pani Kasia, która jest ponownie (po zrzeczeniu) prawowitą właścicielką psa zwróciła się do naszej Fundacji z prośbą o pomoc w znalezieniu nowego domu dla Vincenta. Oczywiście zaangażujemy się w to z przyjemnością. Zadbamy o to, by ten biedny psiak, który doświadczył tyle złego w przeciągu zaledwie paru miesięcy swojego życia, już nigdy nie był ani głodny, ani zaniedbany, ani separowany w piwnicy. Za punkt honoru wzięliśmy na siebie ciężar wyczarowania dla niego SUPER domu. Nowy właściciel będzie musiał przejść wnikliwe procedury adopcyjne Fundacji i podpisać zgodę na kastrację Vinniego, chyba, że ta zostanie przeprowadzona przed adopcją.

Głęboko wierzymy w to, że Vinnie stanie wkrótce na własne łapy, dlatego już teraz zaczynamy szukać mu domu. Może wśród sympatyków Fundacji lub ich znajomych znajdzie się dobry człowiek, który zechce przyjąć wielkiego PRZYJACIELA pod swój dach.

9 -14 marca 2012r.

Psu zostały podane leki morfinopochodne by uśmierzyć cierpienie. Została wdrożona odpowiednia dieta i leki, które miały na celu odprowadzenie gromadzących się gazów, no i antybiotyk. (Piszę co spamiętałam, bo pewnie litania leków jest sporo dłuższa).

Niestety gazy wciąż się utrzymywały i stanowiły ryzyko. Lekarz zaordynował wszelkie nieinwazyjne metody pozbycia się ich, ale nie zdały egzaminu (sonda do żołądka, nakłucie powłok brzusznych, metody farmakologiczne.

Niestety nic nie przynosiło oczekiwanych rezultatów.

14 marca 2012 – sytuacja diametralnie się zmienia

Zadzwonił do mnie lekarz prowadzący, który powiedział, że wszystkie nieinwazyjne metody zawiodły, że trzeba otworzyć psa by ratować mu życie. Zadzwoniłam do p. Kasi z Hodowli i uzyskałam Jej zgodę na operację.

Operacja trwała ponad 4 godziny.

Lekarz wyraził się tak: nigdy nie widział i nie podejrzewa, że kiedykolwiek zobaczy taki bałagan w brzuchu psa. Pierwsza Jego myśl, to była ta o natychmiastowej eutanazji…

Po ostatnim skręcie żołądek został przyszyty, jednak nici się zerwały. Jelita się „rozpierzchły” i wplotły z żołądek, zrosły się z wątrobą, śledzioną, a same były tak poskręcane, że trudno było rozróżnić jelito grube od cienkiego etc. Liczne zrosty i skręty powodowały cierpienie psa.

Mogę jedynie powtórzyć słowa doktora jako laik, że zrobił wszystko by „odpreparować” jelita od narządów i za pomocą nici stworzyć dla nich stelaż.

Niestety mamy 50/50 % szans, że Vinnie z tego wyjdzie. Dzisiejsza noc i jutrzejszy dzień będą decydujące.

UWAGA! Zdjęcia nie są dla osób o słabych nerwach.

Zdjęcia zrobione podczas operacji: https://picasaweb.google.com/110106487198554483959/VinnieOperacja?authuser=0&feat=directlink


14 marzec 2012r.

Hodowca daruje psa Fundacji, pies przechodzi pod prawną opiekę FGZ. Odtąd FGZ może podejmować decyzje związane z psem bez konsultacji z Hodowcą.

15 marzec 2012r.

Vinnie przeżył pierwszą noc po operacji. Rano był bardzo słaby, ale brzuch nie był wzdęty. Dostał dziś 6 kroplówek… Popołudniu był nieco silniejszy. Przyjmuje płyny i siusia. Stan nadal jest poważny.

16 marzec 2012r.

Vinnie przeżył drugą noc. Samodzielnie pije wodę i półpłynny pokarm. Nadal jest słaby, a rokowania ostrożne.

17 marzec 2012r.

Vinnie przeżył 3 noc po operacji.

Je papki i pije samodzielnie. Dodatkowo odżywiany jest pozajelitowo. Chodzi na króciutkie spacerki podczas których wypróżnia się.  Niestety  z rany pooperacyjnej sączy się płyn surowiczy w dużych ilościach. Psiak jest pod osłoną dwóch bardzo silnych antybiotyków, mamy nadzieję, że nie dojdzie do zapalenia otrzewnej i o to się obecnie martwimy.

Rokowania nadal ostrożne.

19 marzec 2012r.

Vinnie przeżył kolejną noc i kolejny dzień. Niestety wypływ surowiczy nie ustał, ale się trochę zmniejszył.

Psiak zaczął interesować się otoczeniem, apetyt mu dopisuje, jelita pracują. Temperatura w normie, nadal martwi jednak bardzo obfity wypływ surowiczy, który na szczęście jest już przejrzysty. Mimo, że na USG nie widać płynu w jamie brzusznej.

20 marzec 2012r.

Wysięk nadal się utrzymuje, ale na razie lekarze próbują go hamować farmakologicznie i obserwują.

Kupki robi ładne, od dziś w kolorze brązowym, bo do wczoraj załatwiał się na czarno, po węglu, który jadł. Lekarze nie słyszą żadnego burczenia w brzuchu, który jest miękki, nie wzdęty. Już nie wygina grzbietu w łuk, co świadczy o tym, że nie cierpi.

Jest bardzo dobrym i łagodnym pacjentem, bez problemu daje sobie robić zastrzyki, a nawet założyć wenflon – można to spokojnie robić w pojedynkę.

Poza tym jest łagodny w stosunku do ludzi i dobrze nastawiony do wszelkiego stworzenia, niektórych psów się wręcz boi. Spacery go meczą, no bo przecież chłopak nie ma w ogóle mięśni, ale już nawet zapraszał do zabawy jakiegoś piesia.

21 marzec 2012r.

Vinnie czuje się świetnie, jadłby za trzech, ładnie się wypróżnia.

„Cieknie” sporadycznie, płyn jest przejrzysty, już bez krwistego podbarwienia.

Chłopczyk chyba zdrowieje.

01 kwiecień 2012r.

Vinnie ma się dobrze z każdym dniem coraz lepiej.

Nadal jest przerraźliwie chudy, ale ma ogromny apetyt.

Rana pooperacyjna wygląda bardzo dobrze, ponoć już się prawie nie sączy. Sierść lśni,  piesio jest wesoły i pełen energii.

Do dr. Agnieszki robi wielkie, maślane oczy.  Do obcych podchodzi z rezerwą, ale bez agresji, chociaż na niektórych mężczyzn reaguje zajadłym szczekaniem. Jednak jak już przekona się, że osoba nie zrobi mu krzywdy potrafi swoje ciepłe uczucia okazać całym sobą.

Wobec dzieci i innych psów oraz kotów jest uległy.

Miękkie posłanie i zabawki to dla Viniego coś nowego i jeszcze nie za bardzo potrafi zrozumieć do czego służą.

W między czasie lekarze zauważyli stan zapalny rogówki, u Vinniego ujawniło się entropium. Może to wynikać z tego, że gdy Vinnie trafił do kliniki miał zapadnięte gałki oczne (wynik odwodnienia i wyniszczenia) a teraz jego organizm się odbudowuje. Lekarz uważa, że nie jest to schorzenie pierwotne i prawdopodobnie, kiedy Vinnie nabierze ciała, a oko prawidłowego kształtu, problem może zniknąć samoistnie.

12 kwiecień 2012r.

Vincent spędził prawdopodobnie najpiękniejsze święta w swoim życiu pod okiem Agnieszki i Jej Rodziny.

Z dnia na dzień jego stan się poprawia, powoli chowają się jego kosteczki, głaskanie go nie jest już tak bolesne jak wcześniej. Z psiaka bije coraz większa radość!

W domu Agnieszki nauczył się do czego służą psie zabawki, zaprzyjaźnił się z kotkiem rezydentem, z którym spał w swoim legowisku. Był nawet na spacerku w lesie, biegał luzem, ale w ogóle się nie oddalał, cały czas szedł przy nodze.

Jedynym problemem Vinniego jest lęk separacyjny. Wyje kiedy zostaje sam. Poza tym to chodzący ideał.

07 maj 2012r.

Vinnie waży już 37 kg. Co prawda jest jeszcze bardzo chudziutki i kostki mu wystają, ale w jego przypadku przybieranie na wadze musi być stopniowe – to bardzo ważne po tego typu przejściach medycznych.

Pies trafił już do płatnego domu tymczasowego.

Vincent to w zasadzie pies ideał poza tym, że nie lubi niektórych mężczyzn, co oznajmia głośnym szczekaniem. Świetnie odnajduje się w tłumie ludzi, to znaczy, nie reaguje lękiem.

Ładnie chodzi na smyczy, spuszczony idzie koło nogi, a jeśli się oddali to wraca na każde zawołanie.

Uwielbia dzieci koty i psy.Za sprawą małej pudliczki, Vincent pokonał lęk separacyjny.

Może zamieszkać w każdym domu parterowym, nie ma specjalnych wymagań poza tym, że właściciel musi zdawać sobie sprawę po jakich on jest przejściach [medycznie] i przynajmniej na początku go nie forsować. Ostrożnie trzeba go karmić, mniejsze ilości a częściej i kochać.

22 maj 2012r.

Vinni już nie szuka domu.

Można powiedzieć, że sam wybrał sobie dom. Zakochał się w Pani Doktor z lecznicy, w której został uratowany, a ona postanowiła go zaadoptować.

Vini lada dzień zamieszka w domu z ogrodem w towarzystwie kilku psiaków i kotów. Będzie miał opiekę najlepszą z możliwych!

Chłopaczek znowu przytył, waży już 45kg! Zdaje się, że jest już z nim ok.

Bardzo serdecznie dziękujemy tym wszystkim, którzy byli zaangażowani w ratunek i pomoc dla Vincenta.

WIADOMOŚCI Z NOWEGO DOMU

20 lipiec 2012r.

Vini to duży łobuziak o cudownej psychice mimo przejść,waży 58 kg.
Uwielbia aportować, w stadzie czuje się znacznie pewniej i czasem poszczeka na obcych za płotem.