Koty do adopcji
Psy do adopcji
Zostań domem tymczasowym
Pomóż nam leczyć
Dziękujemy

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

23 październik 2013r.

Mela vel Tornado i Marie vel Motylek (ta ostatnia to ta z motylkiem na nosie, bardziej biała) zostały podrzucone człowiekowi, który słynie w okolicy z serducha dla zwierząt. Niestety jest też alergikiem i nie mógł kociąt zatrzymać. Nikt ze znajomych nie mógł, bądź nie chciał przygarnąć, choćby tymczasowo, malutkich, bezbronnych stworzeń i już miały jechać do schroniska, kiedy znalazły schronienie w FGZ. Wówczas, 2 tygodnie temu, miały jakieś 5 tygodni, były zapchlone, zagłodzone, choć brzuchy miały pękate od pasożytów, a świerzbowiec uszny był widoczny gołym okiem. Dręczyla je też okropna biegunka. Z małych kocich kupek nieszczęścia, w ciągu 2 tygodni przeistoczyły się, zarówno fizycznie jak i psychicznie, w dwie małe kocie piękności. Ich futerka lśnią, oczy błyszczą, a po strachu przed człowiekiem nie ma już śladu. Na przemian śpią, jędzą i się bawią, gonitwom i zapasom nie ma końca. Bardzo lubią się przytulać, a drapane głośno mruczą mrużąc przy tym oczęta. Na razie zostały dwukrotnie odrobaczone, w najbliższy piątek dostaną kolejną, mam nadzieję, że już ostatnią tabletkę. Około 30 października będą szczepione. Są nauczone czystości, choć czasem zdarza im się jeszcze zapomnieć w zabawie. Mela wygląda jak chłopak, jest większa, silniejsza i ma w oczach chochlika. Marie jest drobniejsza i subtelniejsza, ale nie da sobie siostrze w kaszę dmuchać. Podsumowując, tylko brać i kochać.

21 listopad 2013r.

Mela zamieszkała w nowym domu.

WIEŚCI Z NOWEGO DOMU

22 listopad 2013r.

„Z przyjemnością powiadamiam, że Mela oswaja się i przyzwyczaja do nowego domu.
W samochodzie się bała i płakała. Ale w domu nie uciekła gdzieś w kąt czy pod kanapę, ostrożnie po trochu zwiedzała mieszkanie, obwąchiwała, gotowa w każdej chwili na ucieczkę do łazienki ( tam wyszła z transporterka, żeby do kuwety od razu ją przełożyć). Po mniej więcej pół godzinie przyszła do pokoju i zareagowała na zaczepki zabawką i ładnie się bawiła. Potem się wycofała i sobie leżała obserwując otoczenie. Nie interesowała się jedzeniem, tylko obwąchała. Późnym wieczorem przeniosła się ze zwiedzaniem do kuchni i znów się ze mną bawiła. W nocy po wędrówkach ulokowała się w łazience, wzięłam ją potem do pokoju na legowisko, a rano się obudziłam z kotem w nogach na pościeli.
Dziś już pojadła, skorzystała z kuwety, ale sama jeszcze ma problem z jej lokalizacją, więc był jeden „grubszy” wypadek. Jest już spokojniejsza, tzn. mniej czujna, teraz nawet sobie podsypia koło nas. Podkłada się do głaskania po trochu i mruczy.
Myślę, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Musi się jeszcze oswoić z większą ilością hałasów, bo jednak u pani Gosi miała większy spokój, i z „czymś ” takim jak dziecko. Jacek już okrzepł i nie próbuje się kotu narzucać, więc ich stosunki powinny się ułożyć.”