Koty do adopcji
Psy do adopcji
Zostań domem tymczasowym
Dziękujemy

STRUS

23 kwiecień 2014r.

Wczoraj o godzinie 19:00 odebrałyśmy telefoniczne zgłoszenie z jednego z poznańskich hoteli przy Starym Rynku informującego o tym, że na terenie ich parkingu przebywa kot w bardzo złym stanie, nie rusza się od 14:00. Agnieszka o 20:00 była na miejscu z klatką łapką i transporterkiem, na miejscu zastała kotka w tragicznym stanie, siedzącego pod samochodem. Kot ślinił się bardzo i ruszał dolną szczęką jakby coś przełykając, ale nie chciał tknąć nic do jedzenia, na interesował go tuńczyk, który zazwyczaj kusi bezdomne koty do klatki łapki. Pysio miał zakrwawiony, oczy w strasznym stanie, tylną łapę (co słabo, ale widać na zdjęciu) nienaturalnie wygiętą. Próby wywabienia kota spod auta skończyły się jego desperacką ucieczką na sztywnych łapach, kot wszedł pod bramę terenu prywatnego, zrobiło się ciemno, nie udało się 
Następnego dnia rano w piątkę byłyśmy na miejscu, teren, na który wszedł kot okazał się być terenem szpitala, a przejęta załoga szpitala wpuściła nas bez problemu. Po godzinie poszukiwań – jest ! Namierzony, znów pod samochodem. Tym razem miałyśmy podbierak, więc po wywabieniu kota spod auta udało nam się złapać wycieńczonego futrzaka.
Kot nie wiele ma, ale od nas na dobry początek otrzymał imię, Struś (związek ze szpitalem nie przypadkowy  ).
Struś przebywa w klinice weterynaryjnej gdzie przechodzi szereg badań mających na celu ustalenie co kotu dolega.
Na pierwszy rzut oka Pani Doktor oceniła, że stan jego pyska o jedna wielka rana – nadżerka, stąd ślinotok i niechęć do jedzenia.Co więcej dolega Strusiowi dowiemy się jutro po 15:00.

Prosimy… pomóżcie. Ciepłą myślą, słowem, a może i złotówką. Zapowiada się długie leczenie, a kieszeń fundacji jest mocno nadszarpnięta.

Fundacja Głosem Zwierząt
ul. Podbiałowa 1/2
60-185 Skórzewo
Konto:
04 2490 0005 0000 4600 8073 9177
Przelewy zagraniczne:
IBAN: (PL przed nr konta bankowego)
BIC/SWIFT: ALBPPLPW
tytuł wpłaty: kot Struś

Można nas też wspomóc poprzez Siepomaga:
http://www.siepomaga.pl/f/glosemzwierzat

25 kwiecień 2014r.

Wieści z lecznicy mało pomyślne, to znaczy niewiele się zmieniło póki co. Kocio jest karmiony, bo sam nie je, nadżerki w pysku są bolące, nie jest bardzo dziki, nie atakuje gdy wkłada się rękę do klatki, raczej się boi, nawet daje sobie zaglądnąć do pysia. Niestety parametry nerkowe fatalne, rokowania bardzo ostrożne. Pani doktor Lisiecka postawiła jeszcze dać kotu czas, poczekać czy leczenie przyniesie rezultaty czy nie i zostawić go u siebie przez weekend. Ustaliłyśmy, że porozmawiamy we wtorek rano bo po takim czasie będzie wiadomo czy walka ma sens czy nie.

30 kwiecień 2014r.

Kochani Przyjaciele Strusia ! Nie jest najgorzej Wyniki uległy poprawie, mamy progres, choć nie mamy ozdrowienia. Wyniki nerkowe, kreatynina i mocznik cofają się. Z fatalnego wyniku 500 udało się zbić na 230. Wyniki badania krwi pokazują lekką anemia, stan nadżerek w pyszczku znacznie się poprawił, niestety kotek nadal sam nie pobiera pokarmu, nie jest nim zainteresowany. Możliwe, że ogólny stan kotka jeszcze na to nie pozwala. Dr Lisiecka uważa, że powinniśmy poczekać następne 3-4 dni na poprawę, z powodu chorych nerek nie da się usprawnić leczenia sterydem, więc znów czas odegra ważną rolę.
Stopień zdziczenia kotka jest niewielki, mimo, że całe życie był bezdomny (zgłosiły się osoby, który mówią, że znają kota z ulicy Koziej, mieszka tam od lat) daje przy sobie pracować, czasem syknie i pacnie łapą, ale to wszystko.
Będziemy się zdzwaniać z lekarzami po weekendzie, co oznacza dość spory koszt hospitalizacji kota, ale jeśli jest szansa – dlaczego nie skorzystać skoro ceną są tylko pieniądze. Eutanazję można wykonać w każdym momencie, ale jest to decyzja nieodwracalna, dlatego podejmujemy ją tylko wtedy, gdy lekarze nie dają szans na ozdrowienia. W przypadku Strusia, Pani Doktor szansę widzi choć nie gwarantuje. Jeśli, odpukać, Strusiu wyjdzie ze stanu, w którym się znajduje, będziemy szukać domu tymczasowego lub stałego bo z chorymi nerkami kot nie może wrócić na ulicę.
Dziękujemy, że jesteście ze Strusiem i prosimy bądźcie dalej, mimo, że leczenie rozciąga się w czasie. Dziękujemy.

23 maj 2014r.

Struś opuścił lecznicę, zamieszkał w domku tymczasowym, gdzie przebywa już tydzień. Ponieważ całe życie był dzikuskiem, mieszkanie to dla niego wielka nowość i każdą rzecz poznaje na nowo, z dużą ostrożnością. Boi się wielkiego ludzia, ale nie panicznie, konsumuje przy nim jedzonko, tylko ludź w tym czasie nie może się ruszać Niestety troszkę znaczy, ale to dlatego, że jego wcześniejszy stan nie pozwalał na kastrację. Dziś Strusiu był na kontrolnym badaniu krwi, za tydzień następne. Jeśli będzie ok – wykastrujemy Struśka. Nie przepada z jazdą w transporterku, ale też nie protestuje.
Dziwi go bardzo to nowe życie, ale nie okazuje agresji.
Póki co udało się uzbierać 2550,08 zł na Struśka.
Póki co faktura za pobyt Strusia wyniosła 2.070 zł
Czeka go jednak jeszcze trochę badań i kastracja, oraz do końca życia będzie musieli kupować mu karmę weterynaryjną dla nerkowców. Pieniążki się przydadzą
DZIĘKI, ŻE BYLIŚCIE ZE STRUSIEM ! BĄDŹCIE NADAL !

23 sierpień 2014r.

Dawno nie pisaliśmy co słychac u kotka Strusia, a działo się całkiem sporo.
Jego stan poprawił się na tyle, żeby móc przeprowadzić zabieg kastracji, jednak ku naszemu zaskoczeniu Struś przeszedł zabieg zmiany płci, bo okazało się, że to nie kot, a sterylizowana kotka.
Struś zmienił tożsamość na kotkę Strusię.
Pod koniec maja trafił do domu tymczasowego, jednak nie potrafił sie tam odnaleźć, więc musieliśmy znaleźć dla niej jakąś alternatywę.
Strusia nie potrafiła przekonać się do człowieka i jak tylko widziałą go na swoim horyzoncie, chowała się za piekarnik.
Staliśmy przed trudnym wyborem, czy kiedy jej stan się poprawi, wypuścić ją w miejscu, w miejscu, z którego ją zabrałyśmy, miejscu, które zna, czy nadal próbować przekonać ją do człowieka.
Wybór był trudny, ponieważ jej stan jest przewlwkły i po jakimś czasie na wolności znowu wróciłyby jej dolegliwości, a nie ma takiej pewności, że ktoś przyszedł by jej z pomocą i koteczka cierpiałaby w samotności.
Los przyszedł nam z pomocą kolejny raz i na naszej drodze stanęła Pani Kasia, która jest wieloletnim opiekunem tymczasowym kotów i ma spore doświadczenie z trudnymi przypadkami.
Pani Kasia podjęła się tematu i postanowiła przyjąć Struśkę pod swoje skrzydła.
Początki były trudne i przychodziły momenty zwątpienia czy to ma sens, ale ku naszej radości Strusia zaczęła robić postępy.
Kiedy Strusia wyszła na salony, chowała się pod szafami, wychodziła tylko na jedzonko i wracała do swojej bezpiecznej kryjówki.
Później przeniosła się na krzesło pod stołem, skąd bezpiecznie mogła obserwować otoczenie, następnie na szafkę w kuchni i tak sukcesywnie dotarała, aż do drzemek na kanapie w towarzystwie innych kotów.
Tymczasowa opiekunka zaczęła kojarzyć jej się juz z jedzeniem i mimo, że nadal umyka przed ręką to na dziś pozwala dotknąć nosa, zbliża się kiedy opiekunka wyciąga w jej stronę karmę w palcach, no i zafascynowana patrzy kiedy inne koty włażą na kolana i kotłują się.
Strusia przychodzi na wołanie i na stukanie w miseczkę, bo wie, że to czas na przekąskę, czeka wtedy w jednym rzędzie z Leonem i Bobikiem.
Strusia w końcu zaczęła się cieszyć życiem i bawić. Znakomicie skacze w górę i w dół i na boki. Biega za pluszową myszką jak zwariowana – bawi się a nie łowi – chce żeby jej rzucać, potem ją podrzuca i nosi w pyszczku. Coraz częściej nosi ogon w górę a nie spuszczony jak sznurek.
Biega swobodnie gdzie chce, tarza się dla draki po dywanie i łóżku i macha
łapkami w powietrzu.
Już nie musi przemykać tylko chodzi powoli z wyprostowanym ogonem albo kica w podskokach.


 

Strusia zamieszkała w stałym domu.


Adopcja w 3 krokach

Wypełnioną ankietę wyślij na adres: fundacja@glosemzwierzat.pl

Masz pytania? Zadzwoń: 660 293 404