Fundacja Głosem Zwierząt przekaż 1%
Pomóż pomagać
Dziękujemy
Darmowy Program PIT dostarcza Instytut Wsparcia Organizacji Pozarządowych w ramach projektu PITax.pl dla OPP

23 lutego 2021 r.

Nasz niewidomy Lemiś wrócił po jednym dniu z adopcji…

Często zarzuca się nam i innym organizacjom, że prowadzimy zbyt długi i zbyt szczegółowy proces adopcyjny. Ostatnio nawet spotkaliśmy się ze stwierdzeniem, że jeszcze chwila, a o numer buta będziemy pytać. Ludzie zdają się nie rozumieć, że to, jaką decyzję dziś podejmiemy, będzie stanowić o całym życiu tego zwierzęcia. O tym, co stanie się z nim za rok, 5, czy 10 lat. Czy trafi do ludzi, którzy zaopiekują się nim do końca jego życia, czy gdzieś po drodze zacznie im jednak zawadzać. W przypadku Lemisia myśleliśmy, że trafiliśmy właśnie na takie osoby. W związku z tym, że jest niewidomy, proces adopcyjny trwał nieco dłużej – odbyły się 3 spacery oraz prawie 3-godzinna wizyta przedadopcyjna. Kwestie związane z jego niepełnosprawnością i tym, jak należy z nim postępować, były omawiane szczególnie dokładnie. Lemiś pojechał do domu o 11 w niedzielę, a po 22 tego samego dnia otrzymaliśmy telefon, od zupełnie obcej osoby, która nie uczestniczyła w żadnym spotkaniu, z informacją, że Lemiś podczas odprowadzania na legowisko warknął i że cały czas chodzi po domu za panią, która go adoptowała i jest to problem. Szukał wsparcia i pomocy w nowym środowisku u osoby, którą znał najlepiej, ale tego nie dostał. Warcząc komunikował, że czuje się niekomfortowo w sytuacji, w której ktoś obcy odsuwa jego głowę i za obrożę próbuje odprowadzić na legowisko. Pies ma prawo szukać u nas pomocy i ma prawo warknąć, gdy znajdzie się w poczuciu zagrożenia lub dyskomfortu. To normalne zachowanie, jak dla nas podniesienie głosu lub zmiana jego tonu. Niestety, nie było sensu tego ponownie tłumaczyć. Po krótkiej rozmowie było oczywiste, że dalsze dyskusje są bezcelowe, 1,5 godziny później przyjechaliśmy po Lemisia i wrócił do schroniska. Ta jednodniowa „wycieczka” kosztowała go kupę nerwów, a nam po prostu pękły serca. Historia Lemisia dowodzi, że nawet najdłuższe ankiety i czujność wolontariuszy czasami nie wystarczają. Lemiś czeka na swój dom już ponad pół roku, na ludzi którzy naprawdę uszanują to, że potrzebuje więcej czasu na aklimatyzację i odnalezienie w nowym miejscu, a także zrozumieją jego ograniczenia oraz potrzeby. To fantastyczny i bardzo wesoły pies i mamy nadzieję, że już niedługo zamieszka jednak w swoim nowym domu.

O kochanym Lemisiu przeczytać możecie >>TUTAJ<<