Koty do adopcji
Psy do adopcji
Zostań domem tymczasowym
Pomóż pomagać
Dziękujemy

Miś, kot do adopcji, Poznań, Dopiewo25 września 2017 r.

Miś zawdzięcza swoje imię charakterowi. Ten kocurek nie miał łatwego życia. Dotychczas żył na terenie giełdy samochodowej w Przeźmierowie, gdzie był dokarmiany przez dobrych ludzi. Z tego co opowiadali, Misiu na giełdzie pełnił rolę dobrego wujka, który opiekował się innymi kotami. Gdy tylko pojawiały się nowe mioty, Misiu chętnie pomagał w wychowaniu wylizując kociaki, przytulając się i ogrzewając ciałkiem. Inne koty lgnęły do niego, lecz terytorialne kocury dawały mu w kość. Misiu nigdy się nie stawiał, dzielnie znosił swój los dobrej duszy. Pewnego dnia jednak bardzo się pochorował i opiekunka zadzwoniła z prośbą o pomoc mówiąc, że Misiu leży i nie chce jeść. Gdy przyjechałyśmy po kotka poczułyśmy od niego straszny smród ropy. Kotek praktycznie nie mógł oddychać, był tak zawalony katarem. Świszczał, charczał, bulgotał.

Misiu jest z nami już ponad miesiąc, ale nadal nie udało nam się go całkowicie wyleczyć, nadal ma katar (choć już zdecydowanie mniejszy), a oczka mu łzawią. Warunki w kociarni nie pozwalają kotu całkowicie się odprężyć i odbudować system odporności, pobudzić go do walki. Ale kotek już ładnie je, a głaskany od razu nadstawia brzuchol do miziania! Jest tak ufny, że w przeciwieństwie do większości kotów, które raczej nie życzą sobie dotykania brzucholi, Misiu od razu kładzie się na plecki i oddaje swoje futerko w ręce głaszczących. To dobry, kochany kotek, który z dużą godnością znosi serie bolesnych zastrzyków, który jakby rozumie, że to wszystko dla jego dobra. Misiu szuka domu, który będzie go dużo głaskał, kochał i który doleczy jego katar by kotek mógł w warunkach domowych odzyskać pełnię zdrowia. Miś ma kilka lat, jest kastrowany. Nie powinien być wychodzący gdyż może sobie na wolności nie poradzić.

25 lutego 2018 r.

Naszego kochanego Misia nie ma już z nami… [']

Nie wiemy co napisać, do teraz jesteśmy w szoku. Kotek cały czas chorował, ale w życiu nie przeszło nam przez myśl, że jest w stanie zagrożenia życia. Jego smarki były odporne na leki, przerobiliśmy 5 rodzajów antybiotyków, walczyliśmy by wesprzeć system odpornościowy. Ostatnie USG wyszło dość niepokojąco, wszystkie organy wydawały się być powiększone, zalecono usunięcie śledziony. Kilka dni później u lekarza okazało się, że ma powiększone węzły chłonne. Nie zdążył na następną umówioną wizytę lekarską, zasłabł, wyziębił się bardzo, więc zawiozłyśmy go do lecznicy czynnej 24h, gdzie trafił do komory tlenowej. Powiedziano nam, że może mieć zapalenie płuc, lub chłoniaka i że mamy przygotować się na najgoraze. Kilka godzin później nie żył. Jesteśmy zdruzgotane i załamane. Kotek nie doczekał nawet domu tymczasowego. On, ten najukochańszy, najbardziej cierpliwy kocurek w kociarni, ten który „tatował” wszystkim kotom na giełdzie nie otrzymał od nas odpowiedniej pomocy. Zmarł nie poznawszy domu. Na dyżurach w kociarni nie mamy czasu by każdego kota wypieścić tak, jak na to zasługuje. Samo sprzątanie to ok. 4h. Misiu nie dostał tyle miłości, ile potrzebował. Tak nam źle… Ostatnie miesiące życia przeżył w kociarnianej klatce.
Zleciłyśmy sekcję zwłok, pośmiertną biopsję i badanie pod kątem FIP by dowiedzieć się, co się stało. Mimo, że to ogromny koszt (łącznie 1000zł), tak bardzo chcemy dowiedzieć się co poszło nie tak, czy miałyśmy szansę mu pomoc i nie zauważyłyśmy symptomów poważnej choroby, czy kotek cierpiał na nieuleczalną chorobę (nowotwór?). Misia nam ta wiedza nie zwróci, ale może pomoże uratować kolejne koty…

Prosimy Was, adoptujcie koty z kociarni by dać im szansę poznać czym jest kochający dom.

Misiu, wybacz nam, że coś przegapiłyśmy… Kochany…[']

Adopcja w 3 krokach

Wypełnioną ankietę wyślij na adres: fundacja@glosemzwierzat.pl

W tytule maila wpisz imię kota, na którego jest ankieta.