Pomóż pomagać
Dziękujemy
Darmowy Program PIT dostarcza Instytut Wsparcia Organizacji Pozarządowych w ramach projektu PITax.pl dla OPP

szama200x200Poznaj historię Szamy:

21 czerwca 2019 r. 

Otrzymałyśmy zgłoszenie od osoby dokarmiającej koty pod szpitalem na ul. Szamarzewskiego w Poznaniu o kotce ze zdjęcia. Ponoć zmiana na pyszczku pojawiła się już w grudniu i opiekunowie próbowali leczyć totalnie dziką kotkę, wrzucając jej antybiotyki do jedzenia. Oczywiście nie pomogło, a zmiana deformowała pyszczek coraz bardziej.

Ostatnio zaczęła lać się krew, więc zgłoszono nam potrzebę pomocy. Po kilku dniach od zastawienia klatki łapki, Szama złapała się. Po przewiezieniu do całodobowej lecznicy nie dało się jej zbadać z powodu stopnia dzikości, więc przełożono badanie na następny dzień – na oko był to spory guz – albo jakieś zapalenie, albo nowotwór, albo zmiana grzybicza… nie wiadomo. Koszty diagnostyki, leczenia i pobytu wstępnie zostały oszacowane na 3000 zł.

Następnego dnia potwierdziło się, że kotka jest ciężko obsługiwalna. Lekarka prowadząca powiedziała, że jak będzie musiała mieć przemywane rany, to sobie nie poradzimy. Zrobiono jej badanie krwi (są ok) i RTG. Z RTG wynika, że w tej zmianie nie ma ropy, lecz jakaś forma rozpadającej się tanki… Być może zaczęło się to od zapalenia, zadrapania. Wygląda jak guz… Ciężko powiedzieć, czy to nowotwór. Wycinać nie mogą, bo musieliby wyciąć 3/4 czaszki. Guz wywiera ucisk na gałkę oczną, nozdrza. Nie ma szans, aby zrobić dren. Wskazano dalszą diagnostykę, aby móc w ogóle wdrożyć jakieś leczenie. Trzeba będzie wykonać zdjęcia tomografem, może zrobić baketriologię + cytologię.

Pomóżcie nam ratować Szamę. Dzikim zwierzętom też należy się nasza pomoc. Szama jej potrzebuje.

 

16 lipca 2019 r.

Niestety dziś pomogliśmy odejść Szamie za tęczowy most. Nie mogliśmy już nic więcej dla niej zrobić. Wczoraj była u weterynarza… Mieliśmy sami wciskać ropę z pyszczka, zakraplać jej oczy, a ona przy dotyku była tak zestresowana, że aż załatwiła się pod siebie. Mieliśmy wrażenie, że cierpi. Dziś podczas s dyżuru wyła w klatce… Z jej nowotworem nic nie mogliśmy już zrobić… Czy wtedy kiedy miziała się czuła się tak źle, że sobie na to pozwoliła? Nie wiemy… Ale jesteśmy pewne, że pomogliśmy jej teraz spokojnie odejść bez dalszego męczenia jej. To była trudna decyzja.

Razem z naszą wolontariuszką pożegnał ją również Pan, który ją łapał. Przez cały okres jak była u nas pytał o nią, wpłacał ogromne środki na wsparcie leczenia, analizował wyniki. Niezwykle wrażliwy człowiek. Chciał być prz ostatnim tchnieniu Szamy, aby choć raz ją dotknąć, bo mimo że wcześniej się nią zajmował, nigdy jej nie pogłaskał. Jak już odeszła – był przy niej, głaskał ją z wielkim smutkiem i nawet wziął na ręce i przytulił do siebie do serca, by ją pożegnać. Oby więcej było takich ludzi, a mniej kotów, które takie straszne choroby się przytrafiają. 

Biegaj szczęśliwie za tęczowy mostem.

Adopcja w 3 krokach

Masz pytania? Napisz: fundacja@glosemzwierzat.pl

Lub zadzwoń: 510 082 744