11 wrzesień 2012r.
W odpowiedzi na apel telefonicznie zgłaszającego sprawy świadka, jedna z naszych wolontariuszek razem z dwoma przedstawicielami fundacji Dr Lucy udali się do Mosiny, by skontrolować warunki psa przebywającego na terenie wskazanej posesji. Sprawa została zgłoszona jako nie cierpiąca zwłoki, o czym interweniujący przekonali się na miejscu.
Po dotarciu pod wskazany adres, ich oczom ukazał się smutny widok, zaniedbane podwórko, a na nim starszy, schorowany mieszaniec, z licznymi guzami na podbrzuszu, łysą skóra i ranami. Psu nieustannie dokuczały muchy, z których część ulokowała się w ranach. Z noska leciała mu krew. Uszy miał w takim stanie, że nie jesteśmy sobie nawet w stanie wyobrazić, jak bardzo musiał cierpieć. Na terenie posesji znajdowały się puste plastikowe pojemniki, które mogły pełnić funkcję misek , jeden z nich stał pod rynną, stąd wniosek, że pies widział wodę tylko gdy padał deszcz.
Właściciel, starsza kobieta podczas akcji przebywała w domu, jednak nic nie skłoniło jej do wyjścia, by porozmawiać na temat jej zwierzęcia. Jeden z sąsiadów przyglądających się z domu obok powiedział, że „czekanie za tą kobietą to jak czekanie na śmierć”.
W związku z powyższym interweniujący poprosili o pomoc Straż Miejską i Policję. Wykorzystali moment kiedy pies podszedł do bramy i złapali go na chwytak, a po przyjeździe Władz, zgodnie z art. 7.3 UoOZ, wyciągnęli psa i zabrali, by ulżyć mu w cierpieniach.
Wydawało się, że jedyną nadzieją dla zwierzęcia będzie humanitarne uśpienie, weterynarz jednak ocenił, że jest szansa by mu pomóc. Trwa więc walka o jego życie, o życie Reno, bo takie imię psiak otrzymał.
Chcemy mu za wszelką cenę wynagrodzić krzywdę jaką niewątpliwie zaznał. Czy tę walkę wygramy? Tej pewności nie mamy.
Wiemy natomiast jedno – ten psiak zasługuje na pomoc po gehennie jaką przeżył i wykorzystamy każdą szansę, by mu pomóc.
