Fundacja Głosem Zwierząt przekaż 1%
Pomóż pomagać
Dziękujemy
Darmowy Program PIT dostarcza Instytut Wsparcia Organizacji Pozarządowych w ramach projektu PITax.pl dla OPP

Dom Tymczasowy
Opublikowano 8 czerwca 2013, autor: antygona82
Dziś opowiem Wam o tym jak to jest być DT czyli Domem Tymczasowym. I dlaczego chcę
i lubię być DT. Oczywiście zacząć trzeba od tego, że jestem zwierzęciarą ze wskazaniem na koty. Uwielbiam zwierzęta, uwielbiam koty i psy najbardziej. jestem wrażliwa na ich los
i cierpię razem z nimi, kiedy dzieje im się krzywda. Przechodząc koło schroniska mam łzy
w oczach, chciałabym pomóc im wszystkim, no ale mierzę siły na zamiary i bycie DT jest dla mnie formą pomocy. Wiele osób mnie pyta czy sobie radzę, bo przecież do zwierzęcia się człowiek przywiązuje i cierpi się jak trzeba je oddać. W moim przypadku tak nie jest. Ja po prostu wiem, że to zwierzę tymczasowe, wiem, że nie mogę pozwolić sobie na drugiego kota na stałe i wiem, że tam gdzie to zwierzę odchodzi, będzie mu dobrze. Nie mogę wsiąść psa, nie mogłabym mu zapewnić tyle ruchu i takiej opieki jakiej by potrzebował, koty natomiast radzą sobie u mnie świetnie. Dlaczego lubię nowe koty? Oprócz zwykłej radości, że mogę pomóc, uwielbiam je obserwować. Od wczoraj jest u mnie Mary Jane. zaraz po wyjściu
z transportera udała się do kuchni i tam, za szafkami, przesiedziała do końca dnia. Mnie to wcale nie przeszkadza, skoro tego potrzebuje. Nie wiem co robiła w nocy. Rano, wchodząc do kuchni natknęłam się tylko na jej tyłek pakujący się z powrotem za szafki. Ale po południu zmieniła miejsce, teraz siedzi pod wanną w łazience (bardzo się ciesze, bo to miejsce jest znacznie bezpieczniejsze…). Aaaale powoli zaczęła przejawiać zainteresowanie otoczeniem. najpierw siedziała przy tej dziurze i obserwowała (DeeDee w pewnej odległości obserwowała ją), potem się nawet trochę zbliżyła, a jak poszłyśmy do pokoju – wyszła zupełnie, niestety, natknęła się na DeeDee, która puściła się w pogoń i wylądowała na blacie w kuchni. Poobserwowałyśmy się trochę z pewnej odległości i szybko przemknęła znów pod wannę. Teraz od czasu do czasu słyszę jakieś stuki, pewnie się wychyla i coś ogląda. Jest do dla mnie fascynujące. Obserwacja jak kot powoli się otwiera, nabiera śmiałości, przełamuje barierę lęku. Moment, w którym pierwszy raz daje się pogłaskać jest nie do przecenienia. Cały ten proces trochę trwa, zwykle im dłużej tym większa radość potem… smutne jedynie to, że nie jest to jej dom docelowy gdzie mogłaby zagrzać miejsce na dobre.
Opieka nad kotem (jednym czy dwoma – nie ma różnicy) nie jest skomplikowana. Dwa razy dziennie jeść, wyczyścić kuwetę (przy jednym kocie raz na 2-3 dni) raz dziennie i tyle. trochę porzucać jej zabawki, trochę pomiziać, dopilnować żeby dom nie był dla niej zagrożeniem (okna, balkon). Zabezpieczyć cenne i kruche przedmioty tak, aby szansa że je stłucze były minimalne… i tyle. Koniec.
DeeDee na początku zdarzało się zrzucać kwiatki z parapetu. Ale nie złośliwie, ona chciała po prostu popatrzeć przez okno. Wystarczyło zrobić jej miejsce a kwiatki przesadzić
w ciężkie doniczki i po kłopocie. Ostatnio zbiła mi wazon, ale też z mojej winy – położyłam na nim kocie jedzenie, sama się prosiłam, prawda?
Co jest najtrudniejsze? Posiadając zwierzę, trzeba po pierwsze do serca wziąć maksymę – Pozostajesz na zawsze odpowiedzialny za to, co oswoiłeś. Bierzemy zwierzę tak jak bierze się męża, albo i bardziej – jak dziecko – na dobre i złe. Na całe jego życie. Na chorobę, psocenie, pogonie za muchą po ścianach i meblach, drapanie mebli, grzanie w nocy, wilgotne noski i szorstkie języczki z rana, mruczenie na kolanach i towarzystwo oczywiście. Zawsze jest do kogo gębę otworzyć, jak mawiała moja babcia.
Mary Jane jest moim czwartym tymczasem. Jest śliczna i mam nadzieję, że jak pozostałe tymczasy – znajdzie szybko swój ciepły i kochający domek 🙂

EDIT:
Dzień 3 dobiega końca, Mary Jane obadała już całe mieszkanie, dała się dwa razy pogłaskać, przegoniła się z moim kotem kilkanaście razy… Póki co fuczą na siebie, ale rozlewu krwi nie ma. Mary Jane jest może nieufna i trochę nieśmiała, ale nie da sobie w kaszę dmuchać. I ma niesamowite spojrzenie 🙂

Autorka: blogerka i dom tymczasowy antygona82

http://antygona82.blog.pl/