07 październik 2013r.
Dla wszystkich z Was, którzy czekają razem z nami na informację o stanie zdrowia naszego Rudika…
Dziś Rudik przyszedł na odwiedziny o własnych siłach, na 4 łapkach. Co prawda lekko mu się rozjeżdżają, ale już dwa razy był siku na dworze. Zjadł też odrobinkę gotowanego kurczaka z makaronem. Niestety biegunka nadal go męczy i wymioty, jest obolały, jest z nim słaby kontakt. Dostał silny lek przeciw wymiotny. Rudisiowi w odzyskaniu zdrowia nie pomaga zespół Cushinga, na który cierpi od dłuższego czasu czyli nadczynność kory nadnerczy. Lekarz prowadzący naszego przyjaciela nadal uważa, że rokowania są niepewne, nadal mówimy o sytuacji “być albo nie być” i kolejne 2 dni pokażą czy Rudinio będzie jeszcze z nami chodził na spacerki… my jednak wierzymy, że rudzielec jeszcze zostanie z nami kilka chwil…
Nie tracąc wiary, ufając w umiejętności weterynarzy i siłę woli Rudisia, rozglądamy się za miejscem do którego można by wziąć Rudinia, jeśli dostanie wypis ze szpitala.
Czy znajdzie się ktoś kto przygarnie niesfornego seniora, który nie przepada za innymi zwierzakami i który nigdy w życiu nie mieszkał w domu? Czy znajdzie się ktoś kto pozwoli mu poczuć jak to jest mieć dom i kawałek ogródka? Czy ktoś da szasnę psu, który mieszka w przytulisku od lat, do którego strzelano z wiatrówki, którego małe ciałko trawi niesprawiedliwa ilość dolegliwości?
Ehh… nadzieja umiera ostatnia
