Dziś żegnamy Taro słowami jego opiekunki Karoliny, która stworzyła mu w schronisku najlepszą namiastkę domu, jaką tylko mogła.

“Taro, miot Tarotów, Taroty, Tarociki..
Wszystko, co związane z tymi określeniami, od zawsze było związane właśnie z nim. Nadal jest, bo jego bracia wciąż mieszkają z nami. Jednak Taro już nie ma.
Chcemy go pożegnać, choć wciąż trudno nam w to uwierzyć.
Trafił do nas jako dziki, malutki kot, razem z dwójką rodzeństwa. To on jako pierwszy odważył się na bliski kontakt z człowiekiem. Naprawdę to lubił, choć jednocześnie był ogromnym indywidualistą. Miał swoje ulubione kocie ciocie, ulubione smaczki i ulubione koty.
W marcu skończył rok. W maju zaczęliśmy szereg badań, kiedy chodzenie zaczęło sprawiać mu problemy. Widział go ortopeda, neurolog. Miał badania krwi, RTG, USG, badania w kierunku toxo. Mimo profesjonalnej opieki i ogromu starań nie udało się ustalić, co się z nim dzieje.
Ostatnim badaniem, na które czekaliśmy było echo serca.
I wraz z tym badaniem na chwilę zatrzymało się wszystko.
Umarła nasza nadzieja, wiara, radość.
Umarł nasz Taro.
Dziś już wiemy, że miał wrodzoną wadę serca. Wadę, której nie zdążyliśmy poznać, zanim zabrała nam go na zawsze.
Zostali jego bracia. Zostały wspomnienia, jego ulubione miejsca i nasze wspólne chwile. I została nasza miłość do niego.

Żegnaj, Taro.

Bardzo chcieliśmy, żebyś został z nami dłużej.“

Wróć do góry