
Kilka dni temu z bólem serca pożegnaliśmy Bursztynka, który ostatnie lata swojego życia spędził otoczony troską i miłością w domu tymczasowym, gdzie pozostał już do końca swoich dni. W domu miał też drugie imię – Bazyl.
Dziś z całego serca dziękujemy jego opiekunce za czułość, opiekę i obecność aż do ostatnich chwil. Dzielimy się również jej osobistym pożegnaniem ukochanego Bazylka:
“09.05.2026
Bazyleńku,
dzisiaj był pierwszy dzień bez Ciebie. W domu jest jakoś dziwnie, inaczej, niż być powinno. Niby na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się być po staremu – przecież ostatnio nie robiłam żadnego przemeblowania, może tylko trochę posprzątałam i zamiotłam żwirek z podłogi – ale cały czas czuję, że coś jest nie tak.
Poczucie braku snuje się za moimi plecami trochę tak jak Ty, kiedy nadchodziła pora jedzenia. Co prawda ono nie krzyczy na mnie tym Twoim zabawnym, pospieszającym tonem. Jest zupełnie ciche, ale nieustannie ociera się o moje łydki, a gdy się nachylam, daje mi baranka, a potem dotyka zimnym i wilgotnym nosem moich policzków. Towarzyszy mi non stop: gdy myję zęby siedzi pod prysznicem, kiedy zmywam naczynia w milczeniu obserwuje mnie z drapaka, a gdy leżę w łóżku, kładzie się u mojego boku. Przejęło te wszystkie zwyczaje od Ciebie, ale zastępowanie Cię idzie mu marnie.
Co do zwyczajów: wiesz przecież, że bardzo ciężko jest mi je zmieniać. Dopiero Twoja nieobecność tak do końca uświadomiła mi, jak wiele elementów mojej rutyny jest związanych z Tobą. Przy nakładaniu jedzenia stawiam na blacie trzy miski, chociaż są już potrzebne tylko dwie. Muszę się powstrzymywać od wołania Cię na obiad i śpiewania naszych Bazylowych piosenek, które zawsze wyciągają Cię zaspanego z jakiejś szafy, w której akurat ucinasz sobie drzemkę. Gdy chcę wziąć kocyk sprawdzam, czy to śmieszne wybrzuszenie pod nim to nie jest przypadkiem pewien rudy kocur, który się zaraz głośno oburzy, że go bezczelnie odkrywam.
Wspomniałam Ci wcześniej, że trochę dziś sprzątałam – między innymi wyrzuciłam resztkę kroplówki, której nigdy już nie będę musiała Ci podać, a igły schowałam do szafki z lekami. Przedwczoraj kupiłam ich mały zapas, bo wierzyłam, że mamy razem jeszcze trochę czasu, w końcu 27 maja byłaby nasza trzecia rocznica mieszkania razem. Nie chciałam myśleć o tym, że będziemy ją świętować oddzielnie, ale nie mam Ci za złe tego, że tak wyszło. Chowanie tych igieł to trochę oznaka triumfu, bo już ich nie potrzebujesz. Jesteś zdrowy.
Będzie mi Ciebie bardzo brakować. Kto zamiast Bazyla ma witać moich przyjaciół już przy samych drzwiach wejściowych, zachowując się tak, jakby nigdy w życiu nie był głaskany i najbardziej na świecie pragnął ludzkiej uwagi, nie pozwalając nawet w spokoju zdjąć butów? Kto inny będzie mi przynosił do łóżka w środku nocy na swojej brodzie wielkie krople wody, absurdalnie głośno chrupał królicze uszy i osmarkiwał mnie przy każdym kichnięciu? Kto niby ma tak uparcie kłaść się na tych wszystkich notatkach na zajęcia, materiałach do szycia i innych rzeczach, których akurat używam? Nikt nie będzie tego robił tak dobrze, jak Ty, mój misiu pysiu. Jesteś prawdziwym profesjonalistą w swoim zawodzie.
Wiem, że tak jest lepiej dla Ciebie, że nie dało się już dla Ciebie nic zrobić, że byłeś już zbyt zmęczony. Ty przecież najlepiej wiesz, jak koszmarnie się czułeś przez ostatnie dni. Pozwolenie Ci odejść to była najlepsza decyzja, jaką mogłam podjąć, bo niczym nie zasłużyłeś sobie na takie cierpienie. Mam tylko nadzieję, że wybaczasz mi, że nie zebrałam w gabinecie przy Twoim odejściu wszystkich osób, które Cię kochały, ale po prostu nie zmieścilibyśmy się tam wszyscy.
Kocham Cię i tęsknię, moje słoneczko.
PS. Pomyślałam, że mogę w końcu kupić sobie matę łazienkową, bo już nie masz jak prowadzić otwartej wojny przeciwko niej, ale w sumie to zdałam sobie sprawę, że nigdy nie chciałam tego głupiego dywanika.“