08 kwietnia 2013r.
Noc minęła spokojnie. Wilczek przespał ją na korytarzu, na swej leżance.
Ideał!
Nie garnął się ani do lóżka, ani nawet do naszej otwartej nocą sypialni. Gdzie Mu wyznaczyłam, tam rezyduje!
Po ciemku zdarzył nam się zabawny incydent…
K. szedł do łazienki, a Wilczek warcząc go postraszył. Miał prawo. Umęczony chorobą i „leśnymi wakacjami” sobie spał, a tu mu jakiś facet nagle staje nad głową!
Jestem bardzo szczęśliwa.
W najśmielszych snach nie zakładałam, że złapię Dzikiego po 3 dniach. Tak się cieszę, że jest już bezpieczny i nie głoduje ani nie marznie. Wieczorem wypijemy z mężem szampana i nadamy psu imię. Jeszcze nie wiem czy będzie to Miszel, czy inaczej J.
PS Podziękowania dla Wszystkich Przyjaciół, którzy przez weekend dzielnie szukali klatki-łapki na psy i podpowiadali inne rozwiązania – m.in. farmakologiczne, na schwytanie Wilczka.
