
Z cyklu: Zgubił się. Znalazł. I zrobił karierę.
Słuchajcie, czy pamiętacie historię z 28 marca br. jak Smyczek postanowił zafundować nam wszystkim kilka godzin nerwówki i poszukiwań, po czym… po prostu się znalazł.
Bez stresu. Bez przepraszam.
Z lasu wyszedł jak gdyby nigdy nic, rozciągnął się, ziewnął i powiedział:
„To co, do domu?”
I jak powiedział, tak się stało – następnego dnia pojechał do swojego domu stałego!
Nie ma to jak z lasu prosto do łóżka!
Smyczek najwyraźniej uznał, że warto zakończyć życie uciekiniera i wskoczyć na poziom: kanapowy pieszczoch.
Zero refleksji, 100% stylu.
Jak widzicie, Smyczek ze swojej ucieczki nic sobie nie robi – ale my potrzebujemy jeszcze trochę czasu, żeby dojść do siebie…
Witamy w nowym życiu, maluchu – oby teraz już tylko smaczki, głaski i ciepła kołderka!
PS. Smyczek przesyła pozdrowienia z łóżeczka!
(a my nadal szukamy domu tymczasowego dla jego kolegów!)

