08 luty 2012 r.
Kudłacz II vel Donat przyjechał do nas z kliniki śremskiej 24 stycznia. 7 dni po całkowitej amputacji przedniej łapki. Bałam się, co zobaczę. Jednak obolały piechu przydreptał z samochodu do domu o własnych siłach. Była nadzieja.
Smutny i wystraszony, zjadł garść karmy i poszedł spać.
Ułożyliśmy go po królewsku. Kołdra na podłodze, na niej wełniany koc. Nigdy już nie będzie marznąć. Nie będzie niedojadać. Jest bezpieczny.
Dostał nowe imię – Szafir, aby rozpocząć życie od nowa.
Myślałam o tym, że jego traumę da się załagodzić, ale utraconej łapki, niestety, nie umiemy mu odtworzyć. Współodczuwałam jego ból i strach. Pierwsze dni ze smutnym psem były trudne.
Zamieszkałam z Szafirkiem w odrębnym pokoju. Trzeba było oddzielić nasze psy: wilka Jokera i „tymczasa” teriera Keksa. Zwierzaki były bardzo ciekawe, kto do nas zawitał? Szafirka nie dało się przed nimi ukryć. Przeraźliwie śmierdział i nie można go było wykąpać, bo świeże szwy i gojąca się rana…
Szafirek ma długą brudną sierść, a w niej wszystko. Kawałki słomy ze schroniskowej budy, zasuszone polne kwiatki, drzazgi i … Kupki. Paliłam w pokoju aromatyczną świecę, swoją pościel skrapiałam pachnącą wodą…
Przez pierwsze dni dałam psu czas na aklimatyzację. Jadł, spał, albo stał patrząc gdzieś w przestrzeń. Miał wielkie wystraszone oczy, poza tym brak kontaktu.
W weekend „tymczasa” Keksa odwieźliśmy do nowego stałego domu. Żal się było żegnać, bo Keksik u nas rozkwitł, ale… Wiedzieliśmy, że oddając go możemy lepiej pomagać Szafirkowi. Teraz mamy więc „tylko” dwa psy.
Czwartego dnia Szafir zamachał do mnie ogonem! Świat się uśmiechnął!!!
Kolejnym postępem są już jego samodzielne spacerki po dużym ogrodzie. Mimo trzech łap, nie odpuszcza. Sika podnosząc nogę w górę!
Początkowo dreptaliśmy 100 kroczków i do domu, bo mróz. Po tygodniu Szafir wychodzi już sam na 15 minut. Bardzo dziwił się nowemu otoczeniu. Węszył nowe zapachy, szczególnie ślady naszych psów. Wsłuchiwał się w odgłosy wsi, w dalekie szczekanie. Po tygodniu pierwszy raz sam zaszczekał na sąsiada! „Idź stąd! Nie znam cię!”.
Odwiedziła nas Ania, koleżanka wolontariuszka. Obcięła Szafirowi najgorsze brudne dredy. Przywiozła mu też pyszne puszki z mięskiem. Mniam, mniam!
9 dnia pobytu zrobiłam psu suchą kąpiel.
Delikatnie wyczesałam skudloną sierść – było tego jedno wiadro! Obcięłam mu prawie wszystkie dredziska. Trząsł się ze strachu, ale dał radę. Wspólnie z Krzyśkiem skropiliśmy psa szamponem w spary’u – przysłanym paczką przez Paulę. Po wytarciu ręcznikiem, zrobił się czystszy, jeszcze nie czysty. Pachnie teraz mydełkiem i kupką. Wcześniej samą kupką.
Pies ma doskonały apetyt, skacze do miski, jakby bał się, że zaraz zabiorę. Nic dziwnego, w schronie pewnie musiał walczyć o swoje i nie jadał do syta.
W 11 dniu Szafir na ogrodowym spacerku zatańczył pierwszy taniec radości. Podskakuje, kręci ogonem, macha głową. Psi szał ciał!
13 dzień – Szafir, jak się rozkręci biega już jak każdy pies. Jego długie włosy falują na wietrze, i, chyba…
Jest szczęśliwy! A my z nim. J
Za kilka dni jedziemy do Śremu zdjąć Szafirkowi szwy.
CDN Joasia R.
